Wysypały zza węgła łańcuchem.

Białe. Oszalałe.

Biegną gdzieś, uciekają gdzieś, lecą parami

Ulicami. Bulwarami.

Nie zakręcą ani razu.

Raz — dwa — trzy! Raz — dwa — trzy!

Idzie mazur.

Para za parą! Para za parą!

En avant!

Eh, zimno!