Złoty jesienny dzień pachnie hibikusem. Nieskończony spokój powietrza niepokoi i przeraża. Wszystko jest zaspane, nieruchome, żadną gałąź nie drgnie, tylko w tej ciszy śmiertelnej jeden za drugim, odrywają się liście i spadają na piasek długą, kolistą serpentyną. Nieruchoma poezja jesieni.

Spadają suche liście,

spadają wolno, rytmicznie,

szelestnie, aksamitnie po ziemi się ścielą

przerażone powietrza śmiertelną martwotą. —

Nad chrząstką ich pościelą

czerwoną, liljową, złotą

słońce zachodzi powoli

melancholijnie, anemicznie.

Przed chwilą wpadł w tryby największej maszyny starszy mechanik Ginter. Kiedy go wyciągnięto był już jedną bezkształtną masą. Dla Berga wspomnienie to jest nieprzyjemne i stara się o nim nie myśleć.