Kiedy zameldowany lekarzowi dyżurnemu słuchał suchych, technicznych relacji, był już zupełnie spokojny.

Po ukończeniu wyjaśnień poprosił o pozwolenia widzenia się.

Do separatki wszedł w towarzystwie lekarza.

Chora nie spała.

Leżała nawznak z oczyma szeroko otwartymi.

Berg stanął u nóg. Przygotowany był, że trzeba będzie coś powiedzieć, ale w tej chwili nie mógł sobie właśnie przypomnieć nic odpowiedniego.

(...ciężkie, puszyste świece kasztanów w długiej bezwzględnie prostej perspektywie, chłodny, wilgotny smak ust opartych o usta, ciepło drobnej ręki odczuwanej przez zamsz rękawiczki... — pamiętasz?...)

Spróbował się nawet uśmiechnąć, ale oczy jego padły w tej chwili na obwisłą linię kołdry, modulującej niepojętą próżnię poniżej biódr.

(...Boże, Boże, tylko nie myśleć...)

Jakaś lepka, słodka ciecz podeszła mu do krtani.