Dominował pan w binoklach:

— Nie możecie panowie nie przyznać — mówił tonem pełnym smutku i goryczy — że wypadki, które przeżywamy, na każdego szczerego demokratę muszą działać przygnębiająco. W gwałtownym i niespodziewanym bilansie sił, jaki dokonał się w naszych oczach, demokracja francuska okazała się quantité négligeable23. Jesteśmy świadkami faktu do niedawna tak nieprawdopodobnego i niedorzecznego, jak restauracja monarchii i, co gorsza, przyznać musimy, że odbyła się ona bez jednego wystrzału, bez widomego sprzeciwu ze strony szerokich warstw naszej burżuazji. Zgodzicie się, panowie, że jest to zjawisko wysoce upokarzające.

— Nie podzielam pańskiego pesymizmu — odparł stateczny jegomość, którego wieku nie pozwalała określić idealna łysina. — Czasy powszechnego zdenerwowania, jakie przeżywamy, skłaniają nas do przesadzania i uogólniania wypadków zgoła sporadycznych i wyjątkowych. Zapominamy, że poza obrębem Paryża, przechodzącego okres zakaźnej gorączki ze wszystkimi jej przywidzeniami i dziwactwami, istnieje jeszcze cała właściwa Francja, szczerze demokratyczna i burżuazyjna. Wystarczy, by wygasła w Paryżu epidemia, a wraz z nią znikną, jak gorączkowe majaki, zarówno monarchie burbońskie, jak i radzieckie republiki. Pierwszy oddział rządowych wojsk republikańskich, który wkroczy do Paryża, przywróci w nim dawny porządek w całej jego rozciągłości.

— Wybaczy pan — zaoponował w podnieceniu pan w binoklach — drogą pańskich wywodów zapuścilibyśmy się jednak w chaszcze najczystszej metafizyki. Sądząc z dotychczasowych danych statystycznych, byłoby niedorzecznością przypuszczać, te ktokolwiek z obecnych mieszkańców Paryża doczeka się opisywanej przez pana chwili. Wszystko zdaje się raczej wskazywać na to, że rzeczywistość, w jakiej żyjemy, jest i pozostanie naszą jedyną daną nam rzeczywistością. Dla nas, paryżan, obywateli zadżumionego miasta, granice Francji skurczyły się do obrębu rogatek Paryża. Mówić o istnieniu jakiejś Francji, jakiejś Europy, czy jakiegoś świata poza granicami tego miasta, które opuścić może pozwolić nam jedynie śmierć, równa się dla nas w danej chwili mówieniu o realności życia pozagrobowego.

Powie pan, że Francja i Europa istnieją rzeczywiście, pomimo iż nie możemy sprawdzić tego w obecnej chwili naszymi pięcioma zmysłami, że widzieliśmy je wszak jeszcze niedawno na własne oczy, że otrzymujemy stamtąd radiodepesze? Ale czyż mistycy nie mówią nam o źródłach prabytu, które poznajemy drogą prostego przypomnienia, a spirytyści czyż nie otrzymują ze świata duchów depesz nie mniej dowodnych? A jednak, zgodzi się pan ze mną, że świat pozagrobowy nie przestaje być przez to kwestią wiary i że socjologa, który chciałby opierać na fakcie jego ewentualnego istnienia swe koncepcje socjologiczne, nazwalibyśmy w najlepszym razie mistykiem, męża stanu zaś, który budowałby politykę swego narodu na nadziejach pomocy z tamtego świata, umieścilibyśmy po prostu w domu wariatów. Czymże jednak innym, jak nie oczekiwaniem takiej odsieczy z tamtego świata są pańskie wojska republikańskie, które mają przyjść i przywrócić w Paryżu dawny ład?

Powtarzam, dla nas świat, Europa, Francja, jak kawałek lichej, zmoczonej materii, skurczyły się do rogatek, względnie do przedmieść Paryża. Zagadnienia naszego życia społecznego i politycznego pozostały te same, zmieniła się tylko ich pomiarka; rozwiązywać musimy je odtąd w innej, zmniejszonej skali. Posługując się zaś nią, nie możemy nie stwierdzić, że jesteśmy świadkami formalnego rozbioru Francji i że w obliczu tego rozbioru demokracja francuska okazała się w znaczeniu moralnym wielkością równą zeru. Dotychczas trzymała się ona u steru jedynie mocą inercji, dawno już roztrwoniwszy swój kapitał moralny; skoro zaś wypadło jej przystąpić do reorganizacji mocno okrojonego gospodarstwa, w momencie licytacji między komunizmem i monarchią z bożej łaski — bez namysłu i bez walki oddała poniżej ceny kosztu miejsce zajmowane przez nią od czasów Wielkiej Rewolucji w ręce najczarniejszej, ukoronowanej reakcji, byleby zachować swą rentę w całej jej nietykalności.

Łysy pan obejrzał się lękliwie dokoła, czy ktoś nie słyszy, i podniósł ostrzegawczo palec do ust. Nie wiadomo, czy chciał coś zareplikować, wyprzedził go bowiem trzeci z panów, dotychczas milczący, o dorodnej głowie, przepłatanej przez pół, jak orzech, cięciem nieposzlakowanego przedziału.

— Niewątpliwie ma pan wiele słuszności — powiedział, ważąc słowa z godnością i umiarem urodzonego parlamentarzysty. — Nie podzielam jednak pańskiego pesymizmu. Zapewne, możliwe, że ludność Paryża, wymierając w tempie dotychczasowym, wymrze całkowicie, zanim uda się unieszkodliwić epidemię. Jest to jednak ostatecznie też tylko hipoteza, równie możliwa, jak i hipoteza przeciwna. Winniśmy brać ją pod uwagę, lecz nie wolno nam podnosić jej do znaczenia pewnika. Dziesiątki i setki uczonych i lekarzy za kordonem pracują, nie pokładając rąk, nad zwalczeniem śmiercionośnego zarazka; nikt nie może zaręczyć, że im się to nie uda — nie dziś, to jutro.

W każdym bądź razie niepodobna zaprzeczyć, te wypadki, których jesteśmy świadkami, są ze wszech miar symptomatyczne i pouczające. Przy próbie ponownego zagospodarowania się w tej zmniejszonej skali — pozwoli pan, że użyję pańskiego wyrażenia — demokracja nasza istotnie, musimy to przyznać, nie zdała swego egzaminu. Nie powinniśmy jednak wyciągać z tego zbyt daleko idących wniosków. Wszystkim wiadomo, że klasy panujące starzeją się w miarę tego, jak przejadają swój kapitał rewolucyjny, który wyniósł je do władzy. Burżuazja francuska nie jest i nie może być z tej reguły wyjątkiem. Przedwcześnie byłoby jednak wnioskować, że burżuazja francuska odegrała już swą rolę historyczną i musi zejść ze sceny. Dziś, gdy nauka bliską już jest tajemnicy odmładzania osobników, dlaczego nie mielibyśmy się pokusić o odmładzanie całych klas? Proceder tego odmładzania będzie, nota bene, o wiele prostszy. Wystarczy, że klasa rządząca zrezygnuje ze swych przywilejów i stanie się na pewien czas klasą rządzoną. Nic nie odmładza tak bardzo, jak opozycja. Jest to fakt dobrze znany z praktyki parlamentarnej.

Burżuazja francuska, która od dawna już roztrwoniła swój kapitał moralny, nagromadzony przez Wielką Rewolucję, i straciła do reszty swój kredyt w masach, potrzebuje tego zabiegu bardziej niż jakkolwiek inna klasa jakiegokolwiek innego narodu. W interesie zachowania przez nią jej stanowiska kierowniczego należało już od dawna zainscenizować bodaj jakiś zamach stanu, jakąś restaurację monarchii, która pomogłaby po pewnym czasie burżuazji odegrać powtórnie jej rolę oswobodzicielki. Skoro taki stan rzeczy powstał sam przez się, możemy się z tego tylko cieszyć.