Okrągły pan w okularach, pełniący najwidoczniej rolę tłumacza, powtórzył poprawną angielszczyzną:
— Sprawa nasza nie zajmie panu dużo czasu. Może pan zechce usiąść i wysłuchać nas uważnie.
— Słucham — odparł mister Dawid Lingslay, sadowiąc się w fotelu.
Obaj przybysze zamienili parę krótkich zdań, po czym pan w okularach przełożył:
— Sprawa nasza jest krótka. Może pan przystać na nią albo nie — to zależy od pana. Zanim jednak przystąpimy do jej omówienia, musiałby pan nam przyrzec, że ani jedno słowo z naszej rozmowy nie wyjdzie poza te cztery ściany.
— Nie lubię na ogół tajemnic, zwłaszcza z ludźmi nieznajomymi — odparł sucho mister Dawid. — Jeżeli jednak panom na tym bardzo zależy, daję panom słowo dżentelmena, że o rozmowie naszej nie wspomnę nikomu.
— Literalnie nikomu — podkreślił z naciskiem pan w okularach. — Zależy nam na tym ogromnie. Nawet pańskiej przyjaciółce, pannie Dufayel.
Mister Dawid zmarszczył brwi:
— Widzę, że panowie jesteście doskonale poinformowani o moim życiu jak najściślej prywatnym — odpowiedział tonem lodowatym. — Wszystko to zaczyna mi trącić szantażem. Sprawy panów nie jestem bynajmniej ciekaw i przypuszczam, że najlepiej będzie, jeżeli panowie, nie wyłuszczając mi jej, opuszczą moje mieszkanie.
Pan w okularach nie zdawał się być bynajmniej stropionym.