— Sprawa nasza jest prosta i powinna interesować zarówno pana, jak i nas. Przyszliśmy się zapytać, czy nie chciałby pan wydostać się z Paryża i powrócić do Ameryki?

Mister Dawid Lingslay spojrzał ze zdumieniem na mówiącego.

— Co to ma znaczyć? Niech pan wyraża się jaśniej.

— To ma znaczyć, że jesteśmy w stanie umożliwić panu wydostanie się z Paryża i powrót do Ameryki, i to w czasie jak najkrótszym — powtórzył pan w okularach.

Mister Dawid przymrużył oczy z niedowierzaniem:

— W jaki sposób, jeżeli wolno wiedzieć, myślicie to panowie uczynić? Możecie być pewni, że wszyscy członkowie naszej koncesji poruszyli już w tym celu wszystkie możliwe sprężyny, jak widzicie — bezskutecznie.

— To do rzeczy nie należy — odpowiedział spokojnie pan w okularach. — Prosimy o odpowiedź: tak czy nie?

— Ależ oczywiście! — roześmiał się nieco nienaturalnie mister Dawid. — Służę panom za przeprowadzenie tej transakcji każdą sumą. Nie rozumiem tylko, dlaczego zwracacie się panowie z tą ponętną propozycją wyłącznie do mnie. Zapewniam panów, że dobrych paręset dżentelmenów zapłaciłoby wam za przeprowadzenie jej dowolną kwotę. A może chodzi tu o jakieś nowe hurtowne przedsiębiorstwo, które za określoną opłatą przewozi majętnych ludzi przez kordon? Kapitalnie intratna impreza! Z zamkniętymi oczyma przystępuję do spółki.

— Pieniędzy za przewóz nie bierzemy. Przeciwnie, gotowi byśmy byli dopłacić panu każdą sumę, gdybyś pan jej potrzebował. Wiemy jednak dobrze, że pan tego nie potrzebuje.

— A zatem jesteście panowie widocznie filantropami lub proponujecie mi to dla moich pięknych oczu, bowiem znać was nie miałem dotychczas przyjemności?