Laval nachylił się nad tubą:
— Wszyscy na pokład! — zakomenderował donośnie.
W jednej chwili pokład zaroił się od kilkunastu rosłych postaci.
— Możecie zapalić, towarzysze. Zaraz dojeżdżamy. Ustawić na pokładzie reflektory! Mniejszy możecie zaświecić. A teraz — uwaga! Na lewym brzegu powinna tu gdzieś w pobliżu być przystań i kilka galarów. Kto zobaczy pierwszy — niech da znać. Boję się, czyśmy już nie przejechali. Jest tu towarzysz Monsignac? Wyście służyli, towarzyszu, w lekkiej marynarce? Umiecie dobrze drapać się po linach? Dobra. Będziecie mi potrzebni.
— Galar! Jest galar! Są dwa, trzy, cztery galary! — zabrzmiało naraz kilka głosów. — Jest i przystań!
— Stop!
Statek zatrzymał się.
— Zaświecić oba reflektory! Tuż nad brzegiem powinna być szosa.
— Jest! Jest szosa! — ozwały się głosy.
— Dobra! Gdzieś tu, nad brzegiem, szosa się rozdwaja. Jedna odnoga idzie w głąb lądu. Musieliśmy ją przegapić. Dać tylną parę! Bliżej brzegu! Tak.