Towarzysz Laval ujął słuchawkę.
— Zaświecić wszystkie światła! I cisza!
Zachrzęściła sucho korba polowego aparatu.
Długo w słuchawce przelewała się wieczność, zanim rozległo się w niej skądś z daleka cierpliwe, smętne: Hallo — o — o...
— Hallo! Tansorel! — — krzyknął w tubę Laval.
— Tansorel... — odebrzmiała jak echo słuchawka.
— Zawołać do telefonu mera!
— Kto mówi?... — doleciało z oddali.
— Mówi prefektura — ciągnął spokojnie towarzysz Laval.— Proszę zbudzić natychmiast mera i proboszcza i wezwać obydwóch do telefonu. Sprawa ważna.
— Proszę nie odkładać słuchawki... — zabrzmiało echo.