Holownik z wolna zbliżał się do mostu. Entuzjazm tłumu dosięgnął szczytu:

— Laval! Niech żyje Laval!

Holownik z trudnością dobił do brzegu. Na piasek zeskoczył przysadzisty, zakrwawiony marynarz.

— Laval! Gdzie jest Laval? — ryczał tłum.

Marynarz przewiązaną ręką wskazał na pokład.

Kilku czerwonogwardzistów wskoczyło na statek. Tłum przycichł w oczekiwaniu.

Po paru minutach na pokładzie ukazali się dwaj czerwonogwardziści niosący coś na rozpostartym jak nosze płaszczu.

Tłum pochylił się naprzód.

Na płaszczu leżał człowiek z przymkniętymi oczyma, z odrzuconą w tył głową. W miejscu, gdzie powinny były znajdować się nogi, miał ochłap skrwawionej galarety.

Tłum odsłonił głowy i rozstąpił się w milczeniu.