— Towarzysze! W tej chwili towarzysze z KC zastanawiają się nad sposobami i możliwościami, jakby utrzymać Paryż w naszych rękach i nie oddawać go więcej w ręce burżujów i kapitalistów. Główny sęk, towarzysze — z prowiantem. Gąb do karmienia, naturalnie, mamy do diabła i trochę, a z prowiantem, powiadają, całkiem gorzej. Ja, towarzysze, myślę, że niech to towarzyszy z KC nie turbuje. Głodowaliśmy, towarzysze, naturalnie dla burżujów, dla ich zysku, pogłodujemy i dla siebie, dla naszej własnej robotniczej władzy radzieckiej. A Paryża burżujom nie oddamy!

— Dobrze gada!

— Nie po to nam się dostał, żeby go oddawać!

— A my co? Z powrotem do ula? Nie ma głupich! Ma się wiedzieć — przetrzymamy!

— Narodowi głodowanie nie pierwszyzna!

— Towarzysze, Rosja Radziecka gorzej głodowała w pierścieniu blokady imperialistycznej, a przetrzymała, wybudowała naturalnie pierwszą republikę socjalistyczną. Czymże francuski proletariat gorszy jest od rosyjskiego?

— Ma się wiedzieć, żołądek każden ma jednaki.

— A Komuna nie głodowała? Szczury jedli, a nie poddali się.

— Racja!

— Co tu dużo gadać, towarzysze. Wytrzymamy naturalnie i koniec. Tylko patrzeć, ruszy się proletariat na tyłach, jak się dowie, że Paryż trzymamy w garści, i pójdzie nam na pomoc. Miesiąc czy rok czekać wypadnie — poczekamy. Prowiantu, jeżeli go oszczędzać, na miesiąc jeden albo drugi jako tako starczy. Będzie trzeba — przetrzymamy się i dłużej. W elewatorach, towarzysze, sam widziałem, przechowali dla nas naturalnie burżuje krztynę pszenicy. Jakby tak wyśpekulować i odjąć sobie tę pszenicę od ust, a dociągnąć jako tako do wiosny, to potem już bagatela. W mieście — miejsca wolnego, ile chce. Ziemia także samo niezgorsza. Jak zasieje pszenicę na wiosnę — pod koniec lata, ani chybi, mielibyśmy już zboże z nowego zbioru. Nie jeden rok można przetrzymać takim sposobem, a ile zechce. Ruszyć nas burżuje nie ruszą — stchórzą, furt myślą — dżuma. A my im tu tymczasem takiego piwa nawarzymy, że, nie pijąc go, syci będą. Główna rzecz, towarzysze — przetrzymać.