deszcz za oknem śpiewał.

słuhałem czy hoć jeden nerw Twuj jeszcze drży mną.

na źelonym cmentażu teraz skomlą dżewa

i jest tak bezlitośńe, pszejmująco źimno.

teraz sam, jak podżutek pszez pusty pszytułek,

pujdę pomiędzy ludźi daleki i obcy.

w maleńkim gńazdku serca ńema już jaskułek,

zabili mi ostatatńą źli, ńegżeczńi hłopcy.

hlipiący skowyt z krtańi na wieżh śę wyspinał.

czepia śę Twojej sukńi, pełzńe ku dłońom.