podeptanego trupa podńeśli, jak sztandar
wysoko
i na pszedźe,
nad tłumem
obok kapeli
pońeśli.
śńeg padał gruby i w oczah narastał.
szli ludźe ńezliczeńe, bezładńe i tłumńe,
kiedy zakrepionymi ulicami miasta
pońeśli mńe w ogromnej ołowianej trumńe.
podeptanego trupa podńeśli, jak sztandar
wysoko
i na pszedźe,
nad tłumem
obok kapeli
pońeśli.
śńeg padał gruby i w oczah narastał.
szli ludźe ńezliczeńe, bezładńe i tłumńe,
kiedy zakrepionymi ulicami miasta
pońeśli mńe w ogromnej ołowianej trumńe.