nam-li wyrosłym w trudźe pod wśćekłą zdażeń ulewą

błądźić po możah uńeśeń w gwiezdne wsłuhanym kapele?

zgodnym wyśiłkiem twardyh rąk rozhuśtamy w lewo

czarńi, maleńcy ludźe źemi olbżymi propeller.

patszył na wszystko z gury nasz bezpartyjny pan bug.

płakał nad nami deszczem, aż wreszće krwią śę wysmarkał.

gdy walec wiekuw gńutł nas, krwi naszej twardyh jambuw

słuhało stare słońce łyse, jak łeb bismarka.

długo świećiło w ślepia nam, purpurowym mużynom,

w mordy zwęglone w hutah, do kturyh pszyrusł kopeć.