świat postawiony pod śćanę, jak mały, blady człowieczek,
mrugał bezradńe oczkami, gdy kolbyśmy wzńeśli do ramion.
płakał zmartwiony hrystus o dusze swoih owieczek
gdy salwą gruhnęły lufy i śńeg śę krwią poplamił.
nam-li dźiś skomleć nad trupem, gdy hymnem tętńi nerw,
czaszką o źemię gżmoćić i kszyczeć: ńe pszeklinaj! ?
do wszystkih okien i dżwi już wali kolbami mauzeruw
w łunah wshodzącej żoży wielka świetlana NOWINA!
robotńikom warszawy i łodźi, czyje
uśmiehy zawsze oślepiają.