Moja biedna, moja cudza, biała matuś małej Li...

Coś podkradnie się do okna, jakaś bajka Kellermana,

Będzie patrzyć niewidziana w tańcu spermy, ciał i krwi...

Może jestem trochę senny?... Może jestem trochę chory?...

Niestrawiony, pieprzny obiad wywołuje refleks żal...

W rozdziawioną paszczę nocy depeszują semafory:

Jadę, król, do Polinezji, na swój autorecital!