Księżyc gnojem od obór śmierdzi.
Drzemią konie, swój trakt zmierzywszy.
Siwym lasem, zza krat haberdzi34,
wstaje świt, z każdym dniem nieżywszy.
Pełznie dzień z każdym dniem osłablej.
Prędkoż mrok znów i kres nasz bliskoż?
Na mieniącej się wędce diablej
w męce skręca się serca piskorz.
Oj, ni ma to chłopu,
ni ma, jak pańszczyzna,