Z roku na rok zboże płodź:
panu ziarno, chłopu — kłoć42.
Dość już chyłkiem błoń wypasam.
Nie chce żaden — pójdę ja sam!
Jedna droga ze wsi w świat,
nogi drogą ćmią od lat.»
Wył w nim żal, że ręce gryzłby.
W czapce na brwi szedł do izby.
Astrem w niebie księżyc kwitł.
Jak wychodził — był już świt.