klepie kościół kijankami pacierzy
chłopską dolę, jak ta szmata wilgotną.
Ni wypłynąć jej, ni na dnie jej nie lec,
sinym ustom nie zamilknąć od gliny.
Czworgiem ramion macha wiatrak-topielec,
ciężkie nieba odgarniając mydliny.
Oj, nie mówił do mnie, drogo, twój smęt nic,
anim pytał się, czy ciężar mój uznasz.
Białym krzyżem umęczonych cierpiętnic
położyłaś ty się, drogo, pod wóz nasz.