Jeszcze ciężej kamieniami go nałóż,

niech mu koła własnym potem oleim!

Mdłymi łzami zieleniących się kałuż

patrzą bruzdy twoich ślepych kolein.

Już nam krzykiem nie wyśpiewać cię ustnym,

lepiej w ciszy twoim bólem frymarczmy43.

Pół-pijanym, ślepym dziadem odpustnym44

wolno wleczesz się od karczmy do karczmy.

Słońce, lśniące się to ryńskim45, to szóstką46,

toczy wiater, pędziwiater, gonikąt.