— Zaraz... aale skąd?... —

I-czi-hi!!!

Białe szalone konie, całe w krwi i w pianie,

Ponoszące na oślep ulicą

Zaplątanego w lejcach siwego stangreta...

Ktoś krzyczący przeraźliwie — Ooooo!! —

Ktoś drugi wystraszony, spłaszczony przy ścianie.

I czarne, roztrzaskane na drzazgi landau...

Ludzie.

Otoczyli.