—Co to za zmęczenie? Zresztą, siedź sobie w domu, kiedy się obawiasz.
—Nie obawiam się, ale przypomnij sobie, że to męcząca droga, a po pierwszych wycieczkach nogi bardzo bolą.
—To chodź do Czarnego Stawu.
—Czy nie za późno?
—Dziesiąta.
—Musimy coś kupić po drodze, herbaty, cukru, trochę wędliny, tam dostaniemy mleka, to i obiad będzie. Drogę znamy.
—Jeszczeby też. Jak do Saskiego Ogrodu. Swoją drogą rad jestem, że Czarny Staw zobaczę; przykro byłoby jakoś stąd odjechać, nie pozdrowiwszy tego przyjaciela, nie spojrzawszy ani razu na Kościelec, na Zawrat. Dobrze zrobiła Zosia z tą wycieczką. Jutro na noc staniemy u Morskiego; zadziwią się kobieciny, a nam przyjemnie będzie zabrać do Warszawy tę garstkę nowych wspomnień.
—Szkoda, że na Kościeliską czasu już nie będzie.
—Przeczytaj sobie o niej w przewodniku Eljasza, to ci się będzie zdawało, żeś widział.
—Dobrze, żeś mi przypomniał, jutro trzeba wziąć z sobą Eljasza.