—Kiedy się boisz — zaczął Janek po namyśle.
I niechętnie iść zaczął drogą, którą przyszli. Deszcz padał coraz większy, serdaki przemokły im wkrótce, obuwie rozmiękło także, ruch rozgrzewał ich jednak. Młodość niewiele robi sobie z niepogody, to też zaczęli śpiewać dla dodania sobie humoru:
Wysokieście góry, wysokieście szczyty,
Oj, kto was przewędrował? — góral rodowity.
—Nie pamiętam, która droga: w prawo czy na lewo?
—W prawo — zdecydował Janek.
—Powinniśmy już widzieć Mnicha.
—Co dziś w tej mgle zobaczysz?
—Żeby tylko gdzie Zosi nie zaskoczyła w górach.
Janek spojrzał na brata zsuniętemi brwiami, ale rozpogodził się zaraz.
—Mają przewodnika — rzekł uspokojony.