—To woda z czerwonem winem — cicho odpowiedział uczeń.
—Czemuż się nie napijesz?
—E, nie... tam już niewiele... ty możesz mieć pragnienie...
—Co? — zawołał Janek z oburzeniem — będziesz się męczył pragnieniem i kwasił tę trochę wody do samego Zakopanego, bo — ja mogę jej potrzebować! Czy wiesz, jak się nazywa takie postępowanie?
—Pewnie niedołęstwo — rzekł Tadek z łagodnym uśmiechem.
Janek zmieszał się trochę odpowiedzią brata, ale spostrzegł się prędko.
—A widzisz — rzekł — sam uznajesz; czy myślisz, że mnie przyjemnie tak ciągle cię strofować i nazywać po imieniu twoje wady? Ale to dla twego dobra, — święty straciłby resztę cierpliwości z twoją biernością. Tak! nie! chcę! nie chcę! krzycz, pchaj się, żądaj; — a ty wiecznie milczysz, myślisz i ze wszystkiem się zgadzasz, — ja tego znieść nie mogę. No, pij.
—Dziękuję.
—Nie chcesz?
—N-nie, już nie chcę.