—Czy cię co boli?
—Wściekam się, szaleję, ja nie chcę tu nocować!
—To nic nie pomoże.
Janek spojrzał na brata.
—Może kto usłyszeć.
—Niedźwiedź chyba.
Janek podniósł się uspokojony.
—Więc gińmy, bracie — rzekł zmienionym głosem. — Przebacz mi, to przeze mnie.
Tadzio wybuchnął płaczem i rzucił się bratu na szyję.
—Nie, nie! — zawołał — nie możemy zginąć! Bóg jest dobry, jest miłosierny. Nie chodzi mi o siebie, ale mama, Zosia, ojciec nasz drogi! Nie, Bóg nie pozwoli. Napij się wina, to cię rozgrzeje, skaczmy, ruszajmy się; a potem noc krótka, zaświta może słońce. Nie zginiemy, Janku, nie, nie zginiemy, Pan Bóg nie pozwoli! Co to?