Wracając z dalszych podróży podniecona jak w gorączce, po kilku dniach wpadała w silną niemoc i gorzkie wyczerpanie. Odwoływano wówczas zebrania, na których miała przemawiać. Odkładano posiedzenia zarządów, którym przewodniczyła. Mijały tygodnie, czasami miesiące, zanim wyjść mogła.
Ale nawet w chorobie pracowała dużo, intensywnie. Pisała broszury, artykuły, redagowała „Ster”. Czytała najwybitniejsze dzieła w sprawie kobiecej. Była prawdziwą encyklopedią wszystkiego, co dotyczyło tej kwestii. Przygotowywała teoretyczne podstawy ruchu kobiecego, obejmując przejawy jego nie tylko tam, gdzie płynął już falą szeroką, ale nawet gdzie zakiełkował słabym ledwie poczynaniem. Zostawiła w rękopisie obszerną jego monografię, do wydania której winny przystąpić wszystkie zrzeszenia i organizacje kobiece, bo takiego dzieła nie ma w Polsce.
Żywy, niecierpliwy umysł młodego adiutanta, nie mógł obstawać przy teorii. „Czynu, czynu!”... — wołał trzeźwy, zdrowy duch i zdrowe ciało.
Czy Bojanowska chorowała kiedy? Czy ją bolał jakiś staw zartretyzowany lub przemęczona głowa, utrudzone ręce? — Tego nikt nie wiedział, bo... nie mówiło się o tych rzeczach nigdy.
Była pierwszą, która rzuciła hasło zawodowej pracy inteligentek.
Nie nauczycielstwo, nie biuro, ale warsztat.
Mając za sobą szkołę średnią i kursy tzw. „Uniwersytetu Latającego” — jedynej w swoim rodzaju tajnej organizacji oświatowej w Polsce, gromadzącej najwybitniejszych pedagogów i uczonych, którzy w coraz to innych punktach Warszawy prowadzili wykłady z dziedziny przyrody, ekonomii, humanistyki — Bojanowska dla przykładu otworzyła pierwszą introligatornię kobiecą w Warszawie (a zapewne i w całej Polsce), dając pracę i przygotowanie fachowe licznym grupom dziewcząt.
Poszły za nią, choć w innym kierunku, zastępy inteligentek. Powstały pracownie sukien, kapeluszy, gorsetów, pończoch, kołder, bielizny, prowadzone przez „panie z towarzystwa”, obce do niedawna takiej „podrzędnej”, przemysłowej robocie. Zapisywały się te pierwsze demokratki licznie do Koła Pracy Kobiet, które było właściwie zalegalizowaną Unią, aby przejść następnie do założonego przez Paulinę Kuczalską w 1907 r. Związku Równouprawnienia Kobiet Polskich.
Prowadziła Bojanowska łącznie z mistrzynią swoją „Czytelnię dla kobiet”, którą przejęły po nich M. i J. Zaborowskie, a która skupiała w sobie najdzielniejsze, najsamorzutniejsze umysły kobiece.
Pracując w warsztacie, w czytelni, w Kole Pracy Kobiet, nie przestała jednak myśleć o zaradzaniu różnym potrzebom społecznym. Z jej inicjatywy powstały „Kursy niedzielne rysunkowe” i ogólnokształcąca „Szkoła niedzielna dla pracownic”. Ona zaprojektowała „Wakacje szwaczek” (pół dnia pracy w domach obywatelskich za pełne utrzymanie i zwrot kosztów podróży), co przyjęło się bardzo i przetrwało aż do wybuchu wojny.