Jak wiemy, wykładał tam w swoim czasie Adam Mickiewicz. Drugim po genialnym wieszczu przedstawicielem Polski była dr Józefa Joteyko.

Prócz Collège wykładała jeszcze w Sorbonie i w Uniwersytecie Lugduńskim.

Naukowa kariera jej wyryła więc za sobą ślad głęboki. Wydała poza tym już przeszło 200 prac z dziedziny fizjologii mięśni i systemu nerwowego, psychologii doświadczalnej i, pedologii. Stworzyła nową zupełnie tzw. „obwodową teorię znużenia”, poświęciwszy temu zagadnieniu podstawowe i jedyne w swoim rodzaju dzieło La fatigue oraz kilka większych i mniejszych rozpraw. Niezwykle ruchliwy jej umysł nie mógł poprzestać wszakże na tym ogromie pracy naukowej. Jakaś niezmożona siła pchała ją wciąż dalej i wyżej, ku coraz nowym zadaniom. Nie odpoczywała nigdy. Nawet wyjazdy letnie, zwykle w towarzystwie przyjaciółki, uczonej przyrodniczki, dr Michaliny Stefanowskiej — połączone były z przygotowaniami do świeżo obmyślonych poczynań. Wielki dar organizacyjny odwracał na chwilę uwagę od abstraktu teoretycznej wiedzy i wprowadzał prężną wolę na drogę konkretnego czynu.

Z myślą o Polsce, tak zaniedbanej w czasie niewoli pod względem naukowych zdobyczy, stworzyła tzw. „kursy wakacyjne” na Wolnej Wszechnicy Brukselskiej. Ściągali uczeni ze wszystkich stron świata, żeby prowadzić wykłady. Ściągali słuchacze — najczęściej siły wybitne, wyrobione już w pracy umysłowo-zawodowej.

Założeniem dr Józefy Joteyko było uzupełnienie wiedzy pedagogicznej naszego nauczycielstwa, które pod byłym zaborem rosyjskim i pruskim, zduszone kleszczami zakazów, nie mogło dokształcać się i wstępować na coraz wyższe szczeble zawodu. W tym celu zwróciła szczególnie baczną uwagę na wykłady z dziedziny pedagogiki.

Weszła wówczas w życie nauka nowa zupełnie, związana z całokształtem wychowywania i kształcenia dziecka. Młody Amerykanin, O. Ohrisman, obrał ją za przedmiot doktorskiej swej rozprawy i nazwał ją „pedologią”.

Gdy na Zachodzie już począwszy od 1896 r. poświęcano jej dzieła całe i pisma specjalne, u nas jeszcze głucho było o niej. Bąkała coś prasa. Ten, ów sprowadził sobie książkę, zaprenumerował miesięcznik. Ale ogół ciała nauczycielskiego mało lub nic prawie nie wiedział. Dr. Józefa Joteyko, która przez dziesięć lat wykładała pedologię w seminariach Mons i Charleroi pod Brukselą, bolała gorącym swym sercem patriotycznym nad tym, że wykładów tych żywcem nie może przenieść do Polski. Uwzględniła je więc przede wszystkim na swoich kursach wakacyjnych, które przyciągały co rok grupy polskich nauczycielek i nauczycieli.

Po rewolucji rosyjskiej, gdy zelżały zakazy, sama niejednokrotnie przyjeżdżała do Polski i w szeregu odczytów zaznajamiała z nową nauką tych, co nie mogli jechać do Belgii.

Nieustanna była łączność jej z krajem. Mimo pracy na obczyźnie, nie przestawała oddziaływać na polską umysłowość. Pociągała siły nasze naukowe do współpracy w kwartalniku swoim. Obdarzona niezwykłym talentem popularyzatorskim, zaznajamiała podczas każdego swego pobytu w Polsce szeroki ogół z najnowszymi prądami wiedzy na Zachodzie.

Przy nawale pracy naukowej nie mogła zaciągnąć się pod sztandary czynnych feministek, korzystających z każdej sposobności, żeby wywalczyć jakąś ulgę, usunąć jakąś krzywdę, wołającą o pomstę. Jednak we wszystkich okolicznościach, przy każdej sposobności opowiadała się bądź piórem, bądź żywym słowem z katedry, z mównic publicznych — gorąco i serdecznie za bezwzględnym równouprawnieniem kobiety, zarówno w dziedzinie prawnej, jak i obyczajowej.