Żądała tego nie tylko w poczuciu sprawiedliwości, lecz także ze względu na „niezastąpioność” kobiety, która „wprowadza właściwe sobie pierwiastki do wszystkich dziedzin życia, a zwłaszcza do spraw, które zrozumieć może lepiej od mężczyzny”.
W jakimś odczycie swoim wyraziła się, że „nie walka płci, ale przymierze płci” winno być podstawą współżycia społecznego.
W kilku niedawno ogłoszonych pracach swoich wypowiedziała się kategorycznie przeciwko uprzywilejowaniu grup lub jednostek w prawie zdobywania najwyższych stopni wiedzy.
„Nie kasta, ród, majątek, płeć mają tu decydować, lecz jedynie uzdolnienia”.
„Uskarżają się nasi profesorowie uniwersytetu — mówi gdzie indziej — na to, że nadmierna ilość kobiet na studiach wyższych przyczynia się do obniżenia poziomu nauk. Jest to oczywiście możliwe, stosuje się jednak nie tylko do kobiet, lecz i do tej części młodzieży męskiej, która wstępuje do uniwersytetu bez odpowiedniego przygotowania, bez uzdolnień i istotnych zamiłowań. Jedyną drogą byłoby tu ustanowienie przy wstępie do uniwersytetu egzaminu selekcyjnego nie tylko z wiadomości, ale i z inteligencji. Tym sposobem osobniki nienadające się byłyby usunięte i z konieczności musiałyby obrać inną drogę. Cała sprawa byłaby rozpatrywana wówczas bezstronnie, nie wprowadzając przykrego i jakżeż przedawnionego fermentu antyfeministycznego”.
Kwestię tę poruszyła dr Joteyko jeszcze w 1908 r. w redagowanym przez siebie kwartalniku „La Revue Psychologique”.
Nieznana u nas była wówczas zgoła metoda badania uzdolnień drogą eksperymentalną, która w czasie wojny oddała takie niesłychane usługi przy kwalifikowaniu lotników, kierowców samochodowych, dróżników, obserwujących sygnały itp. Po wojnie dopiero zaczęto pisać o niej w prasie bieżącej. Dziełko Claparède’a w tej sprawie, przetłumaczone przez p. Marię Sokalową i wydane nakładem Ligi Pracy, rozpowszechniło zdobycze naukowe w tym kierunku. Powstały już pracownie psychofizyczne i psychometryczne. Zaprowadzono testy w szkołach. Żółwim krokiem, jak zawsze, podążaliśmy za Zachodem. Na sześć lat przed wojną artykuł dr Joteyko w „La Revue Psychologique” to jeszcze była u nas rewelacja, czytana przez kilku zaledwie wybitnych pedagogów, śledzących ruch naukowy zagraniczny.
„Poznanie uzdolnień — pisała dr Joteyko — da możność zorganizowania klas jednolitych, w których dzieci o jednakowych uzdolnieniach otrzymywać będą nauczanie odpowiednimi dla nich metodami. Później zaś od określenia uzdolnień zależeć będzie wybór zawodu, co jest dotychczas wynikiem przypadku lub kaprysu. Dziś wybrani nie zawsze należą do powołanych. A jednak w interesie zarówno jednostek, jak i społeczeństwa, leży, aby ludzie najzdolniejsi i najlepiej przygotowani zajmowali stanowiska najwyższe. Należy przeto otrząsnąć się z tej mediokracji, która nas przytłacza”.
Z chwilą Odrodzenia Polski dr Joteyko rzuciła zaszczytne katedry, żeby pracować tylko i wyłącznie dla wolnej Rzeczypospolitej.
Przez czas trwania Państwowego Instytutu Pedagogicznego wykładała tam psychologię pedagogiczną i prowadziła laboratorium psychologiczne. Po zamknięciu wykładała w Wolnej Wszechnicy. Poza tym zmobilizowała na szeroką skalę badania psychofizyczne. Wypracowała sekcję polską przy Międzynarodowym Muzeum Pedagogicznym w Brukseli. Zorganizowała współudział Polski na Międzynarodowym Kongresie Opieki nad Dzieckiem w 1923 r. Posłała referat swój, wyszukała ludzi, przynagliła ich do uczestnictwa w zjeździe, rozumiejąc, że nie powinno ich zbraknąć tam, gdzie przemawiają wszystkie ludy świata...