Pierścień czarodziejski, nagle obrócony.

Tylko nie u nas, nie u mas.

Tchnie geniusz polski, kędy chce...

Zleciały nasze orły do wolnej Rzeczypospolitej. Ale nie będą miały pałaców. Twardy chleb — aby przeżyć, aby przeżyć! Posada w Magistracie albo przy podreferendarskim biurku ministerialnym. I tak już do końca, bez zmiany.

Z radości, że w kraju, własnym wolnym kraju, trzepocą się skrzydła. A z tęsknoty za złotym rogiem, zgubionym bez winy, schnie cicho duch.

Tragicznie smutne są oczy uczonych w Polsce. Tragicznie bolesna bajka ich życia.

*

Krzyżanowska z domu. Urodziła się na Białej Rusi, w Mińszczyźnie. Wykołysała ją popowstaniowa rozpacz. Kilku członków rodziny na wygnaniu, w tajgach Sybiru. Inni na rumowiskach spalonych gniazd, na zgliszczach własności z dziada, pradziada. Pod krzyżami mogił. W wiecznej żałobie.

Jak czarne motyle krążyło nad główką zaczytanej w książkach dziewczynki męczeństwo duszy polskiej.

Jeszcze dymiły zgliszcza. Jeszcze brzęczały polskie kajdany i z kątów dworu w lasach wittgensteinowskich, popowstaniowej siedziby Krzyżanowskich wyzierał gorzki smutek, kiedy przez duszę dziecka przewalił nowy piorun — jeden, drugi. Rewolucja rosyjska, ta z czasów Wiery Zasulicz110, Kibalczyca111, Hryniewieckiego112 i innych. „Za naszą i waszą wolność!” Brali w niej udział Polacy, krewni Krzyżanowskich.