Po powrocie do kraju zamieszkała w Mińsku Litewskim i stale w ciągu lat piętnastu pracowała w bibliotece miejskiej, prowadząc dział polski i będąc zarazem przewodniczącą zarządu biblioteki.
Rewolucja 1905 r. zastała ją na tej placówce. Mimo to brała czynny udział w ruchawce, bo wszak z nią były związane ściśle nadzieje wyzwolenia Polski. Na początku wielkiej wojny próbowała łącznie z p. H. Wańkowiczową po raz drugi czy trzeci zorganizować polski uniwersytet ludowy w Mińsku, ale bieżące wypadki zniweczyły wszelkie usiłowania.
Wojna wrzała w całej pełni, gdy dr Kodisowa poszła na front, jako siostra miłosierdzia. Po nastaniu okupacji niemieckiej została czynnym członkiem zarządu m. Mińska i prowadziła dział szkolny. Przed nadejściem rządów bolszewickich wyjechała do Warszawy. Trzeba było żyć, więc starania o posadę. Pierwsza, jaką otrzymała, była w Ministerstwie Robót Publicznych za rządów premiera Moraczewskiego119. Polecono jej zorganizowanie szkoły dozorców robót publicznych. Ponieważ wszakże gabinet socjalistyczny trwał krótko, mająca powstać placówka nie doszła do skutku i nasza uczona musiała wystąpić z Ministerstwa.
Otworzył przed nią wierzeje Magistrat st. m. Warszawy. Miała prowadzić tam dział oświaty robotniczej, ale ponieważ zabrakło pieniędzy, objęła kierownictwo sekcji statystyczno-naukowej w wydziale do spraw robotniczych, a obecnie powierzono jej skatalogowanie wszystkich bibliotek magistrackich.
W 1923 r. z inicjatywy dr J. Budzińskiej-Tylickiej powstała sekcja polska przy Międzynarodowej Lidze Kobiet Pokoju i Wolności120, do której należy około 40 przedstawicielek różnych narodów. Do zarządu Sekcji poza przewodniczącą, dr J. B. -Tylicką, weszły: dr Z. Daszyńska-Golińska, dr Kodisowa, E. Waśniewska, K. Małecka, Jagminowa i inne.
Nasza uczona, władająca biegle angielskim i francuskim językiem, parokrotnie w znakomicie opracowanych referatach zabierała głos, odparowując pociski w stronę domniemanej polskiej nietolerancji oświatowej i nieuwzględniania potrzeb mniejszości narodowych. Atakującymi były przeważnie Ukrainki i Niemki. Zwalczała je dr Kodisowa wykazami procentowej ilości szkół zakładanych przez nas, a której Niemcy w stosunku do nas nie zachowywali i nie zachowują nigdy. Wychodziliśmy z bezkrwawej szermierki zwycięsko. Nasze pacyfistki podczas wojny stały prawie wszystkie na szańcach czynnej obrony kraju, jako lekarki, sanitariuszki, organizatorki pomocy dla wojska, i wróciłyby na stanowiska swoje niewątpliwie w razie ponownego wybuchu, jednak robota ich dla Ligi Pokoju wyryła już ślad widomy za sobą. Musimy być w stałej defensywie przed nieprzyjacielem, który nie wiadomo gdzie, nie wiadomo skąd i z jaką siłą na nas uderzy. Rolę tę spełniają kierowniczki naszej sekcji Ligi z zupełnym powodzeniem, gorliwe, czujne, ofiarne i niemające żalu do społeczeństwa za lekceważenie wysiłków ich, a nawet urąganie im.
Jedyną placówką, na której dr Kodisowa znalazła ujście dla swojej wiedzy filozoficznej, jest dziś Studium Pracy Oświatowo-społecznej, prowadzone przez H. Orszę-Radlińską, a mające na celu przysposabianie działaczy i działaczek oświatowo-społecznych według metod opartych na wzorach belgijskich, lecz ściśle dostosowanych do warunków i potrzeb naszych miejscowych.
Dr Kodisowa wykłada na kursach Studium psychologię. I to ją wprowadza w krąg właściwych zadań jej głębokiej wiedzy, jej umiłowań i daru pedagogicznego.
Nasze pisma naukowe po wojnie ledwie dyszą. Tygodniki, miesięczniki, kwartalniki literacko-społeczne boją się poważnych rozpraw. Coraz trudniej więc (miejmy nadzieję, że chwilowo) zabierać głos uczonym naszym w sprawach ściśle naukowych.