Ten sam profesor jako dziekan musiał podać tę dłoń, mimo wszystko nieowłosioną, córce Bujwidowej, Kazimierze Rouppertowej, gdy ta skończyła medycynę we Lwowie.

Inny profesor, tym razem krakowski bardzo ceniony i poważany, nie wzdrygnął się przed denuncjatorskim listem do lwowskiego kolegi. „Czy wiesz, że Bujwidówna straciła prawo do studiowania medycyny, gdyż wyszła za mąż za Królewiaka123?”.

Ta walka o prawo do wyższej wiedzy, o zniesienie upośledzeń, o szerszy dech dla płuc, duszących się w zakazach — to były pierwsze etapy pracy nad równouprawnieniem kobiet w Polsce pod byłym zaborem austriackim. Podstawę realną stanowiło założenie gimnazjum żeńskiego przy serdecznej pomocy profesorów: Bujwida, Cybulskiego, dyrektora Bronisława Trzaskowskiego i doktora Adolfa Grossa. Następnie zaś pomoc materialna dla Polek w wyższych uczelniach zagranicznych przez udzielanie im stypendiów im. Kraszewskiego. Po otwarciu dla kobiet wszechnic lwowskich i krakowskich zapomogi objęły również i studentki krajowe.

Wielkie boje toczyła Bujwidowa łącznie ze śp. Ramułtową i Dobrowolską o wychowanie „wolnej, żywej duszy młodego pokolenia”. Ówczesny namiestnik Galicji, Potocki, wezwał prof. Bujwida, jako urzędnika państwowego, aby go zawiadomić, iż „mieszanie się jego żony do spraw szkolnictwa musi być ukrócone”.

Praca w Towarzystwie Szkoły Ludowej, starania o wybudowanie polskiej szkoły w Białej, jako granicznej placówki walki z germanizacją naszych dzieci. Budowa domu polskiego w Morawskiej Ostrawie, jako ostoi przeciw germanizacji i czechizacji robotnika polskiego. Prowadzenie III Koła Towarzystwa Szkoły Ludowej, jako propagandy oświaty pozaszkolnej przez bezpłatne wypożyczanie książek oraz odczyty i wykłady popularne. Założenie i prowadzenie Uniwersytetu Ludowego w Krakowie wespół ze śp. Bronisławem Urbanowiczem — to był trud niezmożony a niezbędny, dojrzałych lat życia Bujwidowej. Podejmowały go czasu niewoli te działaczki społeczne, które wiedziały, że trzeba budować przyszłą wolną Polskę od podstaw, nie stracić chwili czasu i... nie zaoszczędzić ani jednego prężnego wysiłku, choćby kosztem najcięższych ofiar osobistych.

Rozumiały wszystkie, że muszą walczyć o lepsze jutro. I to też było nicią przewodnią wszelkich poczynań Bujwidowej. Szła najeżoną kolcami drogą ku udostępnieniu jak najszerszemu ogółowi możności wyzyskania pełni życia przez zapewnienie pełnego rozwoju umysłu.

Ale to jeszcze nie było wszystko. Działa się krzywda. Druga połowa ludzkości, kobieta, ten równorzędny czynnik w życiu gospodarczym i społecznym, podpora rodzin, strażniczka zniczy — nie miała praw obywatelskich. Musiała milczeć, gdy wrzały wulkany zagadnień.

W 1896 r. staje Bujwidowa na czele tych, co wysyłają pierwszą petycję do sejmu lwowskiego o zniesienie pełnomocnictwa w wyborach124. Żądania skromne na razie, ale sięgające z czasem coraz wyżej, coraz dalej.

Artykułami w prasie, przemówieniami na wiecach i zjazdach popiera tezy swoje. Ale obok zewnętrznego, formalnego równouprawnienia kobiety żąda wewnętrznego jej odrodzenia. Wie jednak, że to nie może nastąpić bez odrodzenia mężczyzny, bez przewartościowania tezy podwójnej moralności, która jest jego bronią niezawodną wobec opinii społecznej.

Wyszła w tym czasie Narcyza Zofii Nałkowskiej i jakaś powieść Bohowityna-Niedźwiedzkiej i jeszcze parę innych, których bohaterki oddają się wolnej miłości, uważając czystość kobiety jako cechę niewoli. W odpowiedzi rzuca Bujwidowa broszurę U źródeł kwestii kobiecej (wydawnictwo „Steru” Reinschmitowej), podnosząc protest przeciw takiemu ujmowaniu zasadniczych kanonów stosunku płciowego. Niejednokrotnie później jeszcze usiłuje walczyć o czystość uczuć kobiety i to upragnione odrodzenie się jej wewnętrzne. Ale po latach dochodzi do wniosku, że w tym kierunku nie udało się jej postąpić ani kroku naprzód. Wczorajsza i przedwczorajsza, a tym bardziej współczesna kobieta nie umiała wychować mężczyzny w zachowaniu bodaj pozorów szacunku dla czci jej niewieściej.