Szał walki o równe prawa kobiet dochodził wówczas w Małopolsce Zachodniej i Wschodniej prawie do zenitu. Zwoływano wiece. Urządzano zjazdy, na które chyłkiem przedostawały się działaczki z Kongresówki. Zgłaszano petycje do Sejmu Krajowego we Lwowie. Zbierano podpisy, wysyłano delegatki. We wszystkich poczynaniach, w całej tej ruchliwej, rozpędzonej akcji żywy udział brała Turzyma. W 1905 r. jedzie do Lwowa, wydelegowana przez Zjazd Kobiet polskich w Krakowie z odezwą o prawo głosowania dla wręczenia jej namiestnikowi Potockiemu. Przedtem jeszcze (1891 r.) należy do grupy kobiet, które zebrawszy 4000 podpisów, wysłały do Rady Miejskiej we Lwowie petycję również o prawo głosowania. Zabiegi te, a także cały szereg późniejszych, sprawiły, że Stronnictwo Demokratyczne włączyło do programu swego paragraf przyznający kobiecie pełnię praw obywatelskich i politycznych, żądający reformy prawa małżeńskiego i zrównania praw żony z prawami męża. Również dzięki tym zabiegom tylko ukazał się „List otwarty” Ignacego Daszyńskiego, zapewniający poparcie dążeniu kobiet do równouprawnienia.
„Nowe Słowo” Turzymy, które wychodziło przez lat: cztery (1902–1905) było żywym oddźwiękiem wszelkich zamierzeń, poczynań i dokonań emancypacyjnych. Jako zbiornik sprawozdań z każdej poszczególnej i zbiorowej akcji, każdej wiecowej uchwały, każdej petycji z jej pośrednim i bezpośrednim wynikiem — stanowi obok „Steru” Kuczalskiej-Reinschmitowej bezcenny materiał dla przyszłych dziejopisów ruchu kobiecego.
Wierną jego służebnicą była Turzyma do chwili, w której pęd wojny nie zmienił koryta ludzkich działań. Stanęła wówczas w szeregach politycznych działaczek i z tą samą zachłannością, z jaką pracowała dla oświaty ludu polskiego, z jaką dźwigała problemat wyzwolenia kobiety — oddała całą siebie na usługi Legionom i wszystkim z konieczności wojennych wypływającym sprawom, których metą, celem ostatecznym, błogosławionym drogowskazem była:
NIEPODLEGŁOŚĆ POLSKI.
Maria Dulębianka
Pamiętam ją. Wysoka, szczupła, koścista. Ruchy prawie męskie, a słodkie, zadumane, kobiece spojrzenie spod szkieł na oczach. Pamiętam ją z czasów I Walnego Zjazdu Kobiet Polskich w Warszawie, którego honorową przewodniczącą była Maria Konopnicka, a jedną z referentek w sprawach kobiecych Dulębianka.
Przyjęciom i owacjom na cześć tych dwóch kobiet nie było końca. Podwieczorki, rauty, wczesne i późne herbatki. Przesuwało się to jak w kalejdoskopie podczas pamiętnych dni czerwcowych 1907 r., kiedy po raz pierwszy z wielkiej trybuny publicznej (sala Filharmonii) padły w byłej Kongresówce hasła równouprawnienia obu płci, wygłoszone przez dostojną poetkę polską, która stała u szczytu sławy.
Za gośćmi lwowskimi przyszedł ten szeroki dech kresowy, który targnął Warszawą. Konopnicka zelektryzowała tłum słowem jak z granitu wykutym. Dulębianka, upatrzona już wtedy na pierwszą posłankę do Sejmu Krajowego we Lwowie, zwracała powszechną uwagę.
W kilkanaście miesięcy potem, jesienią 1908 r., połączone stowarzyszenia we Lwowie: Ognisko dla Kobiety, Komitety Równouprawnienia, Komitet Postępowych Kobiet Polskich, Stowarzyszenie Kobiet narodowych i Katolickich wysłały do Sejmu petycję o reformę wyborczą, a w lutym tegoż roku zwołano pod przewodem Konopnickiej i otwarty jej mową wiec, ma którym jawnie już i publicznie Dulębianka została przedstawiona jako kandydatka do posłowania z ramienia Komitetu Równouprawnienia Kobiet, popartego przez Stronnictwo Ludowe. Na zebraniu przedwyborczym 28.11 padło w głosowaniu próbnym 511 głosów za projektowaną posłanką, co wywarło wielkie wrażenie i wzbudziło zapał do walki, którą z młodszych sił kobiecych prowadziły wytrwale: p. Jadwiga Petrażycka-Tomicka, dr Felicja Nossig, p. Strzelecka-Grynberg, Gerżabkowa i inne.
W sali Towarzystwa Pedagogicznego wypowiedziała wówczas Dulębianka przed tysiącami słuchaczy wielką swą mowę programową, przekonana zresztą, że jej wybór w danej chwili jest utopią jedynie, sfery rządzące bowiem nie rozumiały jeszcze znaczenia kobiety jako czynnika społeczno-politycznego.