Umiera po długiej chorobie serca Konopnicka. Ciężki ten cios mógł był zdusić wolę czynu przyjaciółki. Widzimy jednak wkrótce, jak ze zdwojoną energią walczy znowu o zdobycie praw kobiety. Jak w czasie przeprowadzania reformy sejmowej podejmuje ankiety, wywiady z posłami, urządza pochody kobiet do sejmiku, stając na ich czele, jedzie w delegacji do Wiednia i na Wielki Kongres Federacji Związków Równouprawnienia Kobiet w Budapeszcie. W 1911 r. — pisze Anna Lewicka w doskonałym życiorysie Dulębianki130 — utworzyła pierwszy komitet wyborczy do Rady Miejskiej, który protestuje przeciw głosowaniu mężczyzn w zastępstwie za kobiety. W 1913 r. zawiązuje Ligę Mężczyzn dla Obrony Praw Kobiety, Ligę, do której weszli najpoważniejsi posłowie z rozmaitych stronnictw. Wygłasza szereg odczytów, przemówień na wiecach i zjazdach we Lwowie, Krakowie i miastach prowincjonalnych. Pisze artykuły i broszury (najważniejsza z nich Polityczne stanowisko kobiet i Stronnictwo jutra). Tworzy Komitet Obywatelskiej Pracy Kobiet z szeroko zakreśloną działalnością. Redaguje w latach 1911–1914 „Głos kobiet”, dodatek do „Kuriera Lwowskiego”, popierając w nim sprawę równouprawnienia. Organizuje pierwszą budowlaną spółkę, żeby stworzyć dom im. Konopnickiej dla samotnie pracujących kobiet. Wszystkie te roboty prowadzi aż do wybuchu wojny.
I tu zaczyna się nowa karta jej działalności. Zrozumiała, jak zresztą wszystkie nasze tzw. „feministki”, że kończy się ich walka tam, gdzie idzie o całość państwa, o byt jego, niepodległość, odrodzenie. Jedna z pierwszych, mimo skończonych lat 53, wstępuje do strzeleckiej organizacji kobiet, odbywa ćwiczenia, zbiera fundusze, staje w Komitecie Obywatelskim, przyczynia się do stworzenia służby kurierskiej kobiet. Po zajęciu Lwowa przez wojska rosyjskie — prawa ręka prezydenta Rutowskiego, powołuje do życia cały szereg instytucji ratowniczych dla nieszczęśliwych mieszkańców miasta. Ona, która nigdy nie zajmowała się życiem gospodarczym, bierze w niestrudzone swoje ręce organizację kuchni, herbaciarni, sklepów spożywczych, czuwa nad ich rozwojem i udoskonaleniem. Zakłada warsztaty szewskie, krawieckie, szwalnie. Otwiera przedszkola dla dzieci, gdzie karmi tysiące głodnych maleństw. W 1917 r. zostaje Inspektorką Miejskiego Urzędu Ogólnej Opieki nad Matką i Dzieckiem. Schodzi do mrocznych suteryn, w głąb dzikich zaułków, odludnych przedmieść. Widząc rozwałęsanych uliczników, stwarza klub dla nich. A mimo tego trudu bezmiernego nie spuszcza oczów z wypadków politycznych. W 1918 r. przeciwstawia się niefortunnemu pomysłowi Enkaenu131, dążącemu do obwołania Karola Franciszka królem polskim. Zwołuje wiece, gromi obłudną politykę Austrii, ostrzega przed nią. A gdy w Huszt uwięziono legionistów132, z ostrym protestem, bez paszportu, bez żadnej legitymacji jedzie do Warszawy, wręcza jednemu z członków Rady Regencyjnej133 memoriał piętnujący nieudolność Rady i bezwład w obronie spraw Polski.
Przychodzą dni najcięższe — walka z Ukraińcami, rozpasaną dziczą, bez sumienia, bez cienia humanitarnej ideologii. Walka pod hasłem: czyj ma być Lwów! Szły na całą połać kraju, chwilowo bezpańskiego, mordy, okrucieństwa, piekło, głód. Powstał Tymczasowy Komitet Rządzący, który postanawia nieść pomoc więźniom i zbadać położenie ich na szerokim trakcie tarnopolskim. Do delegacji pod osłoną Czerwonego Krzyża zgłaszają się trzy kobiety: Maria Dulębianka, Teodozja hr. Dzieduszycka i Maria Opieńska.
Pociągi nie kursują. Auta przewozowe chodzą rzadko. Trzeba wyczekiwać w polu godzinami na mrozie. Noclegi u wrogich, zaciętych popów. Jednak mocarny, triumwirat nie ustaje. Dociera do wszystkich obozów. Zatrzymuje się w każdym szpitalu, wszędzie stwierdzając niemożliwe warunki bytu i bardzo zły stan jeńców polskich.
Ze szpitala tyfusowego w Mikulińcach wracały trzy sanitariuszki w kocach od zakaźnych. Duży szmat drogi musiały przejść pieszo pod eskortą ukraińskich oficerów i trębacza, dającego znać, że to wysłanki Czerwonego Krzyża.
Padały ze znużenia. Jednak Dulębianka, dotarłszy do Lwowa, natychmiast zabrała się do pracy w biurze Ochrony Dziecka i Poradni dla Matek. Lecz duch tęgi nie zdołał ujarzmić sił fizycznych. Pada jak żołnierz na stanowisku, zmożona ciężką chorobą.
Zmarła na tyfus 7 marca 1919 r.
*
Pracy polityczno-społecznej oddała całą siebie — talenty swoje, zdrowie, życie i wszystkie upodobania intelektualne.
Była malarką. Kształciła się w Krakowie u Matejki, w Wiedniu pod kierunkiem Horowitza, wreszcie w Monachium i Paryżu, gdzie dwukrotnie otrzymała „mention honorable”134 i wraz z Olgą Boznańską135 była zaliczona do najlepszych uczennic. Słynny portrecista, Lenbach136, prof. honorowy Akademii Wiedeńskiej, wyróżniał ją i przepowiadał jej wielką przyszłość. Ten zapatrzony w siebie tylko twórca, skąpy w pochwałach, pogardliwy dla innych, stanąwszy przed jakimś jej obrazem, zawołał entuzjastycznie: „Mais c’est superbe! superbe!”137.