Czy Witkowska walczyła o równouprawnienie kobiety?
Właściwie nie. Walkirią, Brunhildą144 ognistą nie była nigdy. Ale wyszła z obozu Reinischmitowej. Obcowanie z hetmanką wyzwolenia kobiety wycisnęło piętno na całym jej życiu. W dobie gorzkich przejść młodzieńczych szukała w samej sobie tylko oparcia. Z siebie czerpała moc i siły żywotne. Odrzuciła rozłzawione bluszcze i powoje. Stanęła na twardym gruncie samowystarczalności, moralnej, fizycznej, duchowej, wyciągnąwszy ręce do światła ponad otchłanią klęsk osobistych.
Zasady krzepkiej duchowej równowagi i odporności wpaja w swoje słuchaczki. Uczy je być obywatelkami kraju. Uczy rozumieć, czym jest prawo. Uczy, że nie ma uprzywilejowania — jest tylko honor i obywatelskie spełnianie powinności. To jedno stanowi klucz do żelaznych wrót równouprawnienia.
Zdobyła je kobieta polska nie wrzawą sufrażystek145. Sięgnęła po nie ręką spracowaną w twardej służbie społecznej.
Od wieków, od wieków...
Tego uczy Witkowska. I to wciąga ją na listę tych, z którymi przyszło równouprawnienie.
*
Dn. 15 grudnia 1929 r. obchodził Kraków 25-letni jubileusz jej pracy i służby społecznej.
Uroczystość zgromadziła nie tylko liczne rzesze przyjaciół i uczenie, ale także przedstawicieli władz państwowych.
Pan wicewojewoda udekorował Jubilatkę Złotym Krzyżem Zasługi. Przemawiał w im. Ministerstwo Wyznań Religijnych i Oświecenia Publicznego kurator Kupczyński i p. Maria Zaborowska, kierowniczka Wydziału Zawodowych Szkół Żeńskich, niestrudzona ich organizatorka. Zabierali głos inni mówcy, którym odpowiedziała wzruszona bohaterka obchodu, dostojna służebnica Polski.