Marzyła zawsze o powrocie do Polski. Za rządów carskich nie mogła. Do wyzwolonej ojczyzny nie puszczało chore serce. Dane jej było tylko powitać Pierwszego Naczelnika Państwa za Jego bytności w Paryżu i wręczyć mu sztandar powstańców polskich z 63 r., spuściznę po rodzicach, wywiezioną z kraju. Chwila to była uroczysta i niezapomniana.

*

Praca społeczna nie zdołała zabić w Szelidze autorki i artystki. Pisała po wyjeździe z Polski już tylko po francusku. Wielką popularnością cieszyły się jej sztuki: Les Nihilistes, L’Ornière, Les Déblayeurs, Vive la Paix!, L’Impromptu pour tous, grane z powodzeniem w teatrach paryskich. Drukowała też szereg nowel i powieści. A w chwilach wolnych, tak rzadkich u niej, oddawała się muzyce i malarstwu.

Za jeden z obrazów na Międzynarodowej Wystawie w Paryżu (1906 r.) dostała nawet srebrny medal.

Z ruchem kobiecym w Polsce utrzymywała nieustanną łączność, dzięki porozumieniu z Pauliną Kuczalską-Reinschmit, która brała udział w zwołanym przez nią Międzynarodowym Kongresie Paryskim, pisywała do jej organów i prowadziła stałą wymienną korespondencję z tą czołową przedstawicielką ruchu kobiecego we Francji. Wiązała ją też ścisła współpraca z Orką-Rajchmanową po przyjeździe jej do Paryża.

Zmarła Szeliga 3 stycznia 1927 r., przeżywszy lat 73.

Prasa nasza pomieściła krótkie zaledwie wzmianki o tej, która na obczyźnie tak niezłomnie, z takim gorącym prozelityzmem broniła spraw Polski.

V. Te, które szły pod sztandarem

Przygotowały nasze przedwojenne siłaczki dzień pełnego równouprawnienia kobiety polskiej, nie przypuszczając w najśmielszych marzeniach, że przyjdzie tak prędko, z godziny na godzinę. Że w wolnej Polsce, równe z równymi, staną od razu do głosu.

Za przodownicami sunął legion tych gorących, wiernych orędowniczek ruchu kobiecego, które bądź piórem, bądź żywym słowem, bądź przykładem własnego życia i cichą propagandą przyczyniły się do wzmocnienia i rozpowszechnienia ideologii sprawy.