Kobiety z ludu najbardziej jęczały w jarzmie suzerenów. Pan udzielny miał prawo nakazać im małżeństwo albo zakazać go. W razie nieopłaconego przez lennika podatku lub niedokonanej roboty mógł odebrać żonę mężowi przemocą.
Poddankę zasadzano przy kołowrotku, w myśl zasady, że „mężczyzna powinien walczyć, a kobieta prząść”.
Przędła więc, szyła, haftowała po dworach szlacheckich, na zamkach wielkich panów, w czeladnych izbach klasztornych. Wynagrodzenia nie dostawała żadnego. Zapewniano jej tylko liche, niedostateczne pożywienie lub co najwyżej cztery grosze dziennie na kupno pokarmu.
Przędzenie należało do najlżejszych zajęć. Większość kobiet zapędzano do nierównie cięższej pracy. Kazano im ręcznie obracać koła młyńskie, znosić do kuchni olbrzymie sągi54 drzewa, dźwigać pod górę wodę ze źródeł, czyścić stajnie, oprzątać bydło, a w chwilach wolnych niańczyć dzieci, obsługiwać gości.
Pod koniec wieków średnich weszły w zwyczaj dziwne dowody gościnności. Każdy przybysz otrzymywał na cały czas pobytu do rozporządzenia swego dziewczynę dworską. Izby czeladne55 wytworzyły tym sposobem ogniska prostytucji, która wraz z rozwojem miast podległa prawom reglamentacji i stała się jawnie uprawianym rzemiosłem.
Warunki życia proletariuszki miejskiej były opłakane. Gdy mężczyźni rękodzielnicy, łącząc się w związki cechowe, znajdowali w nich pomoc i oparcie, kobiety własnymi siłami dobijać się musiały zarobkowej pracy i walczyć o nią. Cechy wyłączyły je początkowo, a choć później zostały przyjęte, prawa ich nigdy nie dorównały prawom uczestników męskich. Do wyjątków należały tzw. „mistrzynie cechowe”. Po większej części najzdolniejszym rękodzielnikom nie wolno było przekroczyć stopnia czeladnika, a gdy wskutek wielkiej podaży kobiecych sił roboczych, nastąpiło znaczne obniżenie płacy męskiej, powstał bojkot zarobkowej pracy kobiet. Cechy jedne po drugich zaczęły je usuwać.
W XVI w. wystąpili przeciw pracy kobiet przede wszystkim krawcy, doprowadziwszy do tego, iż kobietom zakazano szyć ubiory męskie, a zarazem ograniczono liczbę uczennic w tym zawodzie.
Odtąd mężczyźni zaczęli uważać za hańbę współpracę z kobietami. Introligatorzy norymberscy ogłosili wyraźnie, iż uznany zostanie za nieuczciwego każdy, co nie wstydzi się siedzieć przy jednym warsztacie z kobietą.
Pod koniec XVII w. wyparto ją ze wszystkich rękodzielniczych placówek. Próbowała bronić się, lecz na próżno. Nędza rosła. Głód zmuszał do roboty za byle co, aby tylko nie paść z wycieńczenia na bruku miejskim. Wówczas to powstały pierwsze próby pracy po domach, ciężkiej, mechanicznej, bez żadnych widoków na przyszłość, ale ratującej od śmierci głodowej. Wzbogaca się nią legion pośredników, zaprzęgających do przemysłu domowego niezliczone zastępy kobiet wiejskich i miejskich. Nabywając robotę ich za bezcen, sprzedają ją nieraz na wagę złota. I nie ma ratunku dla walczących z upiorem nędzy proletariuszki. Musi brać, co jest, i czekać godziny wyzwolenia, nie wiedząc, kiedy wybije.