Patrycjuszki miały dobę szerokich swobód. W epoce Odrodzenia, kiedy nad światem powiał dech poezji, wiedzy i sztuki, wielkie damy — we Włoszech i w południowej Francji zwłaszcza — mogły uczyć się na równi z mężczyznami. Otworzono przed nimi uniwersytety, ofiarowano im wstęp na katedry profesorskie. Katarzyna Cornaro, Cecylia Gonzaga, Isotta Malatesta, Emilia Pia, Weronika Gambarra, Wiktoria Colonna i inne, długi szereg nazwisk z tej epoki... Genialne kobiety brały udział w publicznych rozprawach i wymową swoją ściągały tysiące słuchaczy.
Krótko trwał jednak złoty okres równouprawnienia w nauce. Już w XVII w. następuje gwałtowny zwrot w opinii. Wyrazicielka jej, pani de Maintenon56, uważana za jeden z wybitniejszych umysłów współczesnych, powstaje ostro przeciw wyższemu wykształceniu kobiet. „Czytanie — pisze — więcej przynosi szkody młodym dziewczętom aniżeli pożytku, bo książki wzbudzają niezadowoloną ciekawość”. Z historii, według niej, powinna poznać kobieta co najwyżej imiona panujących, żeby nie pomieszać króla angielskiego z hiszpańskim, perskim lub syjamskim57.
Wieki niewoli i ujarzmienia zrobiły swoje: straciwszy instynkt swobody i niezależności, stała się kobieta sama najzawziętszym wrogiem wyzwolenia swego. Dzielnie wtórują jej najtęższe umysły męskie. Czterej myśliciele XVIII w.: Montesquieu, Rousseau, Voltaire, Diderot58, każdy na swój sposób wypowiada się przeciw kobiecie. Diderot widzi w niej tylko zmysłową kurtyzanę; Montesquieu zachwyca się czarem jej i wdziękiem, poza którym nie przyznaje jej nic. Voltaire twierdził, że „idee są jak zarost, którego nie posiadają młodzieńcy i kobiety”. Rousseau pisze: „Kobieta została stworzona, aby podobać się mężczyźnie; mniej bezwzględną koniecznością jest, aby on jej się podobał; wartością jego — władza i siła; to jedno starczy, aby przykuć do niego”.
Kto nie zna aforyzmu Lessinga59, również z XVIII w., że „kobieta, która myśli, jest również śmieszna, jak mężczyzna, który się czerwieni”?
Dwa wybitne umysły z czasów rewolucji francuskiej: Condorcet i Sieyès żądali równouprawnienia kobiety. Wielcy trybuni wyzwalającego się ludu podnieśli jednak głośny protest. Mirabeau nie tylko nie chciał dopuścić kobiet do działalności społecznej, ale żądał wykluczenia ich z wszelkich zgromadzeń publicznych. Danton, uczeń Diderota, widział w nich tylko narzędzia zmysłowych rozkoszy; Robespierre, odrzuciwszy wyzwoleńcze projekty Sieyèsa, milczał, ilekroć chodziło o sprawy kobiece.
Cudów bohaterstwa dokonywały kobiety na schyłku XVIII w. Gdy w Ameryce powstała myśl zrzucenia jarzma Anglii, one pierwsze dały hasło do walki. Nim Washington zdecydował się na wojnę o niepodległość, pani Otis Warren60 już zbierała u siebie przywódców powstania.
W odpowiedzi na to dwa stany tylko: Wirginia i New Jersey uwzględniły żądanie praw politycznych, które w imieniu kobiet przedstawiła kongresowi z 1776 r. p. Abigail Smith, żona pierwszego prezydenta Stanów Zjednoczonych.
Rewolucja francuska powołała do czynu zastępy najdzielniejszych jednostek kobiecych, jakie wydał świat. „Jeżeli czternasty lipca jest dziełem mężczyzn, to kobiety stworzyły szósty października61” — woła Michelet62.
Trybunki ludu pierwsze podnoszą protest przeciw terrorowi demagogów, zalewających Paryż posoką krwi. „I twoim tronem będzie kiedyś szafot!” — rzuca w twarz Robespierrowi Olimpia de Gouges i idzie za to na szubienicę. Théroigne de Méricourt, piękna amazonka z Liège, odmawia mu szacunku publicznie za skazywanie ofiar bez dowodów. Żyrondyści dokonywują na niej aktu zemsty, gorszego od śmierci, bo wlokącego za sobą obłęd. Podnoszą spódnice i biczują ją publicznie wśród śmiechu i krzyku rozpasanej tłuszczy. Czternaście lat, wyjąc jak zwierz raniony, drąc na sobie ubranie, złorzecząc katom swoim, błądzi po ulicach Paryża oszalała z grozy i upokorzenia amazonka. Czternaście lat mroku, poniewierki, nędzy!
Karolina Corday, Róża Lecombe, p. Roland, p. Legros... Każda z nich depcze na drodze wszystko osobiste: własne szczęście, własne mienie, żądając praw sprawiedliwych i ludzkich.