Przebrała się miara cierpliwości szalejących dyktatorów. Spędzono z trybun mówczynie; zakazano im udziału w zgromadzeniach publicznych; zakazano pod karą więzienia zbierania się więcej ponad pięć w domach prywatnych; rozwiązano raz na zawsze wszystkie stowarzyszenia kobiece.
Przycichła amazonka. W latach dziewięćdziesiątych odezwała się pobożna dewotka, narzędzie w ręku reakcji. Od kobiet wandejskich, za którymi stał kler, przyszły pierwsze przeciwrewolucyjne porywy.
Odtąd — aż po dzień dzisiejszy — wlecze za sobą amazonka jak żółwi pancerz czarne zastępy dewotek, murem stojących w obronie zwietrzałych porządków i utartych reguł.
Duch, tresurą wieków zahartowany w niewoli, przestał rozumieć i czuć potrzebę wyzwolenia.
„Dziadom, ojcom było dobrze: co nam po nowinkach?”
Przeszłość niezatartą bruzdą ryje się w teraźniejszości...
*
Maszyna wyważyła z posad nakazy tradycji. Kto tylko ręce ma do pracy, pędzi w czeluść fabryczną. Przemysł zaprzęga kobiety do wszystkich robót, które dla wyzysku przedstawiają pole największe. Gdziekolwiek na rynku roboczym pojawi się kobieta, wszędzie jak cień wlecze za sobą obniżenie płacy i utrudnienie jej warunków.
W przemyśle tkackim, gdzie kobiety stanowią więcej niż połowę wszystkich sił roboczych, dzień pracy jest najdłuższy. W modniarstwie, kwiaciarstwie, szyciu bielizny itp., wbrew wysiłkom uregulowania godzin prący, biorą robotę do domów, albo za nędzny dodatek do pensji tygodniowej siedzą do północy w pracowni. W fabrykach, przeznaczona do czynności pomocniczych przy maszynie, staje się częścią ich składową, bezdusznym automatem, któremu nie wolno wejść na wyższe stopnie hierarchii roboczej, bo... mężczyźnie na tym samym miejscu płacić by musiano więcej.
Cierpliwość, sumienność, zręczność niekiedy większa od męskiej, niebezpieczeństwa pracy te same, a... połowa wynagrodzenia zaledwie...