Że siłą dorównywała mężczyźnie, dowodem podania (w których tkwi zawsze jądro prawdy) o Amazonkach5, wojowniczkach z zamierzchłej przeszłości, a także naukowe dane z bytu różnych plemion pierwotnych.
U Indian Similkameen w Brytańskiej Kolumbii6 np. kobiety były równie dobrymi myśliwymi, jak i mężczyźni. Jaghani z Ziemi Ognistej rybołówstwo oddali wyłącznie kobietom. Wśród Tasmańczyków tylko kobiety nurkowały przy połowie ryb, a przy tym celowały także w sztuce włażenia na gładkie drzewa gumowe dla chwytania oposów.
Uczony Johnson twierdzi, że są pewne plemiona nad Kongo w Afryce, gdzie kobiety bywają często silniejsze i lepiej zbudowane od mężczyzn. To samo pisze inny uczony, Schellong, o Papuaskach z Nowej Gwinei.
Że pod względem siły fizycznej kobieta wychowana w jednakowych warunkach z mężczyzną nie ustępuje mu i teraz, świadczy praca wyrobnic fabrycznych i wiejskich, skazanych tak samo na dźwiganie ciężarów, zgięty kark i mękę niewywczasów.
Tak więc nie warunki fizyczne, lecz ustrój życia wywołał zadomowienie się kobiety i zrobił z niej służebnicę mężów, ojców, braci, synów swoich.
Zajęta przyrządzaniem strawy, oprzątaniem domostwa, karmieniem i niańczeniem niemowląt, szyciem odzieży, wreszcie obsiewaniem pól i zbieraniem plonów, ani spostrzegła, jak wprzęgła się w jarzmo roboty, która, każąc jej czuwać w dzień, w nocy, by mogli wypoczywać inni, nie znalazła nigdy uwartościowania na giełdzie pracy.
Zaspokajanie tysiąca potrzeb ciągłych, ale wciąż odmiennych — względnie do pory dnia, roku i przypadkowych okoliczności — nadało jej piętno dorywczej krzątaniny, którego aż do chwili dzisiejszej zrzucić z siebie nie może. Pędząc od nakarmionego dziecka do głodnych domowników, rzucając garnki dla sporządzenia odzieży lub uprzątnięcia izby, nic nigdy nie mogła wykończyć starannie, żadnej roboty podnieść na wyżyny technicznego udoskonalenia. Pomysłowość jej ginęła w drobiazgach powszedniego życia, pozostając jedynie bodźcem dla rozwoju prac mężczyzny. On to nad szałasem przygodnym wzniósł tęgie gmachy z belek i kamieni, gdzie pomieścił łupy i zdobycze awanturniczych wypraw swoich, gdzie gromadził oręż, naczynia, narzędzia, które zapragnął przekazać pokoleniom następnym, zrozumiawszy po raz pierwszy, co to jest własność.
Dzieci stały się potrzebne dla pilnowania trzody na pastwiskach, dorośli synowie dla obrony mienia przed chciwością sąsiadów, żony dla zostawiania ich na straży nad całym dobytkiem w czasie wypraw łowieckich lub wojennych. Mieć więc własne dzieci, własne kobiety stało się koniecznością, warunkiem bytu mężczyzny. Prawo macierzyste ustąpiło prawu ojcostwa, tzw. patriarchatowi, który przetrwał aż do dnia dzisiejszego, zatracając kobietę stopniowo w groźnej męskiej wszechwładzy.
Od patriarchatu rozpoczyna się właściwie historyczny okres dziejów ludzkości. Ucisk słabszych, panowanie brutalnej siły fizycznej, nieznane w prawie macierzystym, idzie za nim po przez wieki. Grzmi hasło uprzywilejowania, urągając najelementarniejszym zasadom sprawiedliwości.
Tresura form, kanonów, obrządków spycha kobietę w jarzmo coraz cięższej niewoli. Dziewczyny najczęściej przed przyjściem na świat były zaręczane z człowiekiem, którego dopiero w dzień ślubu wolno im było widzieć po raz pierwszy. Za samowolną ucieczkę z wybranym przez głos serca oblubieńcem podlegały najsroższym torturom, praktykowanym i dziś jeszcze u niektórych ludów barbarzyńskich, jak przeszywanie nóg dzirytem, rozszarpywanie nozdrzy itp. Wydana z domu, wiedziała, że ma być służebnicą męża i na znak tego myła mu nogi. Mąż w zamian, dla oznaczenia symbolu władzy, miał prawo ją okaleczyć.