Co zyskuje na tym kobieta?

Nowa wiara znosi celibat księży, uznany przez Lutra za najgłówniejsze źródło zepsucia duchowieństwa. Wyklęta przez biczowników41 zdrowa, normalna zmysłowość wraca do znaczenia niezbędnej, jak pokarm, woda, powietrze, potrzeby życiowej. Małżeństwo, według Lutra, winno podlegać prawom czysto świeckim. „Tak samo, jak z poganinem, Żydem, Turkiem, heretykiem mogę jeść, pić, spać, chodzić, tak samo mogę z nimi żenić się i żyć w małżeństwie. O prawa głupców, którzy tego zakazują, nie dbajcie...” — woła reformator niemiecki.

Wyzwoliwszy małżeństwo z więzów kościelnych, rozszerzywszy prawa kobiety w zakresie stosunków płciowych, nie przestaje on w niej widzieć jednak tylko narzędzia rozkoszy mężczyzn, ich wiernej służebnicy, której po dawnemu nakazuje posłuszeństwo, uległość, skromność.

Reformacja nie podnosi kobiety z upadku, zmniejsza raczej nimb świętości, którym opromienił ją katolicki kult Marii.

Przez całe wieki średnie snuje się dokoła niej sieć potrójnej miary. Trubadurzy czczą w pałacowych księżniczkach dziewiczą Wenus-Uranię42 lub bachiczną43 Polihymnię44. U Danta45, Petrarki46 potrąca ideał kobiecy struny przeczystej muzyki sferycznej; Boccaccio47, Ariosto48 tańczą przed nim sarabandę49 nieokiełznanej zmysłowości. A mnich ponury z zakratowanej, mrocznej swej celi nie przestaje wyklinać:

„Precz z kusicielką! Z dala od wrót piekła!”

*

Przyszły czasy wielkich klęsk. Czarna dżuma w w. XIV porywa 25 milionów ofiar w ciągu lat sześciu. Burze, szarańcza, susza, nieurodzaj, głód, zaraza bydła chustą śmierci wieją nad światem.

Kto winien?

Mnisi z posępnych swych strażnic, zabitych deskami przed słońcem prawdy, głoszą: „Ta, przez którą mówi piekło; ta, do piersi której przyczaja się wąż złego, kobieta, naczynie plugawości, z tworów Stworzyciela najgorszy, ta, opętana przez diabła: czarownica, wiedźma...”