Wedle swej woli Miłość wiekuista

W nowych miłościach objawiła siebie. (R. XXIX).

Nie jest tedy Boska Komedya ani poematem religijnym lub religijno-moralnym, ani dziełem opiewającem powrót na łono wiary. Nie jest też psalmem pokutnym,w którymby skrucha osobista piewcy symbolizowała zarazem drogę zbawienia dla bezbożnego świata, jak to głosi cała osobna szkoła, idąca śladem Dionisiego32. Nawet część ostatnia, Raj, którą cechuje najwidoczniej pewien odrębny jakoby przedmogilny nastrój, pewna niewątpliwa duchowność i przewaga tonów ascetycznych, lecz także i pewna podeszła gniewliwość, i w którym poeta dwa razy nazywa swe dzieło „poematem świętym”, roi się cały od strzelistych rac satyry, od wycieczek nic wspólnego z religią niemających. Tam też znajduje się rodowód poety i dużo motywów znaczenia całkiem osobistego. Jeżeli nawet w tej części, napisanej, jak to wyczuwasz odrazu i jak ustalono faktami — o kilka lat później od poprzednich, myślą przewodnią było wyśpiewanie hymnu wiary i nadwątlenie powagi filozofii, to zamiar ten krzyżują bezustannie potężne namiętności osobiste i ogólno-ludzkie. Gibellin i wygnaniec porywają i unoszą męża świątobliwego. Trawiący smutek i rozległe utopie — nie dają modłom wybić się na wierzch i zapanować.

Jakikolwiek będzie tej pielgrzymki cudownej stosunek do dawniejszego sposobu myślenia poety — czy stanowi ona nowe stadyum czy nie, — to pewna, że przemiana może polegać jedynie na uświadomieniu i wyszlachetnieniu geniuszu, ale nigdy na oddaniu go sprawom cnoty i wiary. Tym sposobem, co prawda, niewiele ocaleje z pomysłu Wittego — oczywiście, poza niespożytą zasługą wprowadzenia pierwiastku rozwoju do badań nad Dantem. Albowiem na miejsce ewolucyi myśli religijno-filozoficznej należałoby raczej postawić rozwój ducha kształtującego; trylogię idei oderwanej zastąpić chyba trylogią: uczucie, myśl, poezya — entuzyazm, filozofia, wizya epiczna.

Lecz ja sądzę, że zostałoby jeszcze mniej, gdybyśmy rozważyli, że niejeden stan ducha, niejedna passya młodzieńcza nawiedziła poetę nawet w wieku całkiem dojrzałym. Prawdopodobnie powtórzyło się u niego Nowe Życie, gdy, mając już lat czterdzieści pięć, pokochał mało nam znaną Gentukkę (Czyściec XXII). Zapewne też i nie jedna egzaltacja, choćby to był ów dziwny zapał dla Henryka VII, rozsadzała mu pierś. U wielkich poetów nawet na starość odzywa się dziecko i młodzian.

Jednak myli się Krauz, gdy upewnia, że za sprawą Bartoliego, Barbiego i Klaczki — któremu choć tak ważną rolę w tej sprawie przypisuje, poświęca aż dwa wyrazy — z trylogii nie zostało ani śladu. Owszem, pozostał bardzo głęboki — w pracach i poglądach Scartazziniego.

I dla niego jest niewątpliwem, że poeta przed rokiem 35-m swego życia błądził po manowcach życia, grzeszył ciałem i duszą, cierpiał ciałem i duszą, stracił spokój i myśl przewodnią, — słowem, uczuł się rozbitkiem, zaczął tęsknić za bezpieczną przystanią, za tym spokojem i szczęśliwością, których mu ani nauka, ani filozofia, ani nadzieje pokładane we wspaniałomyślnej Florencyi nie dawały.

Lecz w dalszych wywodach komentator ten zaczyna być sztucznym. Jakaż droga — zapytuje — z tej matni namiętności i czczych wysiłków rozumu wyprowadzić mogła na światło Boże?

Na to odpowiedzią ma być cała Komedya. Nieszczęśliwy rozbitek musi wprzód zstąpić w głąb, poznać samego siebie, poznać grzech i jego smutne następstwa. Wtedy dopiero może marzyć o oczyszczeniu się i o szczęśliwości, wprzód doczesnej, a potem niebiańskiej. Odpowiedzią wreszcie ma być także słynny, pisany do Can’a Grande della Scala, list poety, w którym wyraźnie mówi o allegoryi swego Piekła.

Tą allegoryą lubią się zasłaniać jak tarczą, zapominając, że choćby nawet w poczuciu własnem poeta naprawdę był tylko allegorystą, to jednakże miano, jakie twórca swemu dziełu nadaje — istotnego znaczenia nie ma. W ten bowiem sposób możnaby powyciągać wprost śmieszne wnioski ztąd, że Dante dzieło swe nazwał Komedyą, co również usprawiedliwia szeroko i zgoła nie zbyt rozumnie w tym samym liście. Wolałbym się przeto zgodzić na zdanie de Sanctis’a, że należy rozróżniać zamiar i wykonanie: Mondo dantesco intentioso i Mondo effetivo33. Co innego intencya, a co innego jej spełnienie.