Widzieliśmy przecie, że pierwszy odważył się poczytać mowę wiązaną bogów za mowę — ludu. Taki czyn zuchwały, taki zamach na całą tradycyę wiedzy, poezyi i wszechnic, potwierdzający może samouctwo poety — świadczy sam przez się wymownie, że Dante odczuwał piękno inaczej niż wszyscy poprzednicy i rywale. Oczywiście, tym wrogiem łaciny i konwencyonalności była potęga, szczerość i bogactwo uczuć poety, to wszystko, co się jarzmić nie daje, lecz wyrywa się z siłą żywiołową z serca. Tak samo odczute są jego canzony, sonety i Nowe życie. „Kiedy się je czyta — mówi słynny znawca sztuki włoskiej, Burckhardt — to widać, że poeta własną duszę przed nami otwiera i chwyta najdelikatniejsze odcienie radości i żałoby, aby potem siłą woli ubrać je w najszlachetniejszą formę. I wydaje się wówczas „jakgdyby w Wiekach Średnich wszyscy bez wyjątku poeci samych siebie unikali, a on jeden sam siebie był odszukał i zbadał. Choćby nawet nie był stworzył Boskiej Komedyi, już przez ten opis swej młodości jest granicznym słupem pomiędzy Wiekami Średniemi a nowożytnemi czasy. Umysł jego i dusza czynią olbrzymi krok ku poznaniu życia wewnętrznego”.
Bo w tych Wiekach Średnich panowała poezya trubadurów, pełna zimnych, sztucznych zwrotów i czczych słów, konwencyonalna i zużyta — a Dante wprowadził „nowy słodki styl (dolce stil nuovo), uczucia proste i mocne, wyrażenia zwięzłe i jasne oraz silne opisanie sytuacyi”. Wszystkie ludy po wszystkie czasy mogą go zrozumieć i odczuć jego myśli.
Jest on też pierwszym wielkim subjektywistą — a nie brak książek, w których nazwany został nawet indywidualistą. Boć zważmy, że choć tak tkliwie pokorny wobec swych boskich towarzyszy, nie przestaje być jednak wybranym między ludźmi. Wyróżnił osobę swoję z pośród całego ziemskiego świata i nadał jej niesłychany przywilej — wstępu za życia do trzech krain wieczności. Mówi też i opowiada „od siebie”, podmiotowo, a nawet własne losy i uczucia wplata w rozmowę z cieniami i w ich dzieje — na każdym niemal kroku. Wszystko, co maluje, sam widział i odczuł, wszystko przeprowadził przez ogień własnej duszy.
I, o, dziwo, z tego subjektywizmu w tworzeniu zdaje sobie sprawę jak świadomy estetyk i wynosi jego zalety w różnych urywkach różnych dzieł swych. I chociaż, jako uczeń Ś-go Tomasza z Akwinu, tem samem pozostaje pod wpływem Arystotelesa i idei nowoplatońskich i uważa piękno za odblask Boga i nieba, to jednak sztukę czyni zależną od natchnienia i przejęcia się.
Więc śpiewa wprost — w pieśni Della vera Gentilezza: „Kto chce stworzyć postać, zdoła tylko wtedy, gdy nią być potrafi”, a w Biesiadzie rozwija tę myśl jeszcze dobitniej i szczerzej w słowach zdumiewająco dzisiejszych. „Żaden malarz nie potrafiłby stworzyć jakiejkolwiek figury, gdyby wprzód nie czynił się w duchu takim, jaką figura być miała”69.
Zasadę tę głęboko wziął do serca Giotto, który miał odwagę czerpać z własnych doświadczeń i spostrzeżeń i dzięki temu stworzył nowe malarstwo, jak jego mistrz stworzył nową poezyę i był pierwszym prawodawcą piękna wszechludzkiego.
Mistrz ten, w swej zrywającej wszystkie tamy szczerości — nie tylko poezyę, ale i naukę chciał uczynić żywą i ludzką (w Convito) i uwolnić od bizantynizmu szkolarzów. Wszystko, słowem, co wyrzekł i czego nauczał, było odczute i jako takie musiało mieć władzę porywania. Oto dlaczego służy sam za natchnienie wielu szczerym geniuszom, aż do dnia dzisiejszego.
Niedościgła siła wyobraźni sprawiła w nim, że poetyckie fantazye oddaje z prawdą potężnych hallucynacyj,która się udziela czytelnikowi. I każdy przyznać musi, że na ten sam rodzaj silące się poematy, jak Jerozolima wyzwolona lub Raj utracony są tylko malowaniem, nieraz nawet mało łudzącem, Komedya zaś jest widzeniem — rzeczywistego naocznego świadka i współaktora.
Jakie wymowne świadectwo tkwi w tem, iż na posługi oddał mu swój ołówek najszczerszy może, najbardziej subtelny, najbardziej młodzieńczy geniusz epoki prerafaelicznej — Sandro Botticelli! I w tem, że jego cykl rysunków do Boskiej Komedyi jest naprawdę zbiorem arcydzieł, w których cudownie się sprzęgły lekkość, powiewny wdzięk, iście dantejska pokora w postaci wieszcza i iście dantejska, królewska wspaniałość w obrazach czyśćca i nieba. Jakieś niezrównanie wiosenne życie, tłumna, a przytem przestrzenna oryginalność układu i linii wprost czarująca. Gdy np. z płomieni świec tworzą się długie smugi kręte, okalające całą prawie scenę w sposób dziwnie prosty i uroczy — to czujemy całą niższość naciąganych krzywizn w obrazach dzisiejszych.
I tak samo czerpią z tej skarbnicy romantycy nowocześni jak Ary Scheffer lub niedający się określić żadnem imieniem ogólnem, Böcklin, albo nowy prerafaelita — Dante Gabryel Rossetti.