A prawda — jedna filozofia jeszcze we mnie żyje i nawet natrętnie ciśnie się do mózgu. Czy Rosja wie, jak olbrzymie zadanie może teraz spełnić? Czy zdaje sobie sprawę, że zwyciężając Niemców, ocali świat, to znaczy siebie, nas, Francję i Belgię, i wszystko, wszystko, co jest dumą i chwałą ludzkości?
Wobec ogromu tego zadania niczym jest to, które spełniła przed stu laty zadając klęskę Bonapartemu. Tyrania Napoleona byłaby tyranią jednego wielkiego człowieka, łagodzoną przez stojący za nim wysoki naród francuski. Tyrania Kruppa będzie ciemięstwem210 70 milionów ludzi, u których wysokim jest przeważnie brzuch.
Jest konieczne dla szczęścia i rehabilitacji świata, po prostu dla jego możności życia w wolnym powietrzu, ażeby tym razem Berezyna płynęła znacznie więcej na Zachód i, co najwyżej, wzdłuż lewego brzegu Wisły...
19 października, poniedziałek
Nad moją głową, w chwili gdym był przy rogu Siennej i Marszałkowskiej, przeleciał aeroplan. Nie wiem dlaczego, czułem go w powietrzu już przed chwilą i właśnie miałem się tym przeczuciem podzielić z towarzyszem. Monoplan leciał nie zbyt wysoko, ale że obłoczki na błękitnym niebie płynęły jeszcze niżej, więc raz po raz ginął za nimi. Na raz stupiorunowy, łamiący duszę trzask, huk i błysk. Przechodnie rzucili się do bram i sklepów; ja nie uczyniłem tego, bo szybko oświeciła mnie myśl, że skoro żyję i cały jestem, to nie ma się po co chować. Wnet zagrały suche rulady211 kartaczownicy, podobne do kamieni spadających błyskawicznie po usypiskach żlebu. Przyznaję jednak, że widok popłochu, więcej jeszcze niż grom pocisku, przyśpieszył mi gwałtownie bicie serca. Zapewne zbladłem porządnie.
Siedliśmy w dorożkę i kazaliśmy rączo jechać; nie zbyt raźno było mieć w dalszym ciągu nad sobą skrzydlatego czarta. Niebawem rzucił drugą bombę, która spadła w dziedzińcu jednego z domów przy ul. Brackiej. Byliśmy już wtedy pod dachem.
Owa zaś pierwsza ugodziła podobno w bruk na rogu Złotej i Marszałkowskiej — a więc kilkaset kroków zaledwie od nas.
W kwadrans miasto zapomniało o bombach.
Jest ono — zajęte głównie komentowaniem dzisiejszej ciszy za murami. Po ulicach krąży więcej domysłów niż ludzi. Najpopularniejszym jest przypuszczenie, że walkę obie strony przerwały dla pochowania poległych i wywiezienia rannych. Łatwiejszy byłby domysł, że nieprzyjaciela odrzucono daleko i dlatego huk dział już nie dochodzi. Jednak ludzie z czerwonymi krzyżami na ramionach zapewniają, że Niemcy siedzą jeszcze w Pruszkowie, tak wysoko okopani, że bezcelowym stało się walić z armat. Stąd milczenie. Dano podobno rozkaz oskrzydlenia.
Na ogół przeważa nastrój pesymistyczny. Zdawałoby się, że powinno być przeciwnie; ośmiodniowa kanonada mogła przekonać wątpiących, że jesteśmy bronieni potężnie. Ale tak nagła i oszałamiająca bliskość nieprzyjaciela zachwiała na długo wiarę. Z trudem ustala się przekonanie, że siły rosyjskie tak znakomicie przewyższają nieprzyjaciela, zarówno pod samą Warszawą, jak i w górze Wisły, iż możemy spać dość spokojnie.