Chyżymi loty,

Pęka — i tchnienie wypluwa,

Niby sen złoty.

Za każdą bańką głos czaszki

Słyszę, jak jęczy:

«I kiedyż koniec igraszki

Dzikiej, szaleńczej?

Bo to, co ciskasz w przestworze,

Tak lekko, śmiało,

To mózg mój, zbójco-potworze,