Jak pies, za twoją szatą idzie Przeznaczenie;
Radość i klęski na traf lecą z twojej ręki.
I bezodpowiedzialnie rządzi twe skinienie.
Po trupach, z których szydzisz, stawiasz swoje kroki,
Groza nie najmniej wdzięcznym jest z twoich klejnotów,
A mord między najdroższe twe wliczon breloki
Na wzdętym dumą łonie pobrzękiwać gotów.
Jednodniowy gość ziemi — śmiertelnik olśniony —
Płonie w twych żarach, mówiąc: «Świeć się ogniu jasny!»
Nad drogim ciałem w dreszczach miłości schylony,