«Jam gotów, głosie luby!» rzekłem — i od tej pory,

Czuję to, co — niestety! — można zwać mą chorobą,

Fatalnością mych losów. Odtąd poza pozory

Ogromu wszechstworzenia, w czarnej otchłani głębi,

Ja, ofiara dręczona przez jasnowidztwa harpie92,

Odróżniam tysiąc dziwnych światów, co się w mgle kłębi,

I wlokę z sobą żmiję, która mi stopy szarpie

I podobny prorokom, jak ongi ci tułacze,

Ukochałem tak czule głąb morską i pustynię;

Śmieję się śród żałoby, przy ucztach świetnych płaczę,