Ja sam nie byłem wyższy od porządnego tomu.

I słyszałem dwa głosy. Stanowczy a układny

Szeptał jeden: «Ta ziemia — to wyrób cukierniczy;

Mogę (wówczas w rozkoszy nie spotkasz tamy żadnej)

Dać ci apetyt równy powabom tych słodyczy».

A drugi: «O, pójdź ze mną błądzić po marzeń drogach,

Za krańce możebności, w dal, poza światy znane!»

Głos ten śpiewał jak wicher szumiący po rozłogach,

Jak widmo nieokreślne, nie wiedzieć skąd przywiane,

Co słodko pieści ucho, a jednak trwoży sobą.