Składa przysięgi, wzniosłe dyktuje ustawy,

Podłych w proch strąca, ofiar podtrzymuje sprawy,

I pod niebem zwieszonym jak baldachim jasny,

Upaja się wielkością cnoty swojej własnej.

Tak ci ludzie, dręczeni swą nędzą domową,

Strawieni pracą, z wiekiem ubieloną głową,

Pod więzią różnych szczątków chylący kark zgięty,

Te wielkiego Paryża wyrzuty i męty,

Wracają, przesiąknięci zapachem gałganów,

W towarzystwie zsiwiałych w boju weteranów,