Syna, który urągał jego siwej skroni.

Elwira33 — wiotka, czysta, piękna w swej żałobie,

Małżonka i kochanka wraz — w jednej osobie,

Zdała się go o uśmiech prosić ostateczny,

Gdzie promieniał wdzięk pierwszej jej przysięgi wiecznej.

Wyprostowany — zbrojny — jakiś mąż z kamienia34

Przecinał podziemnego ciemną głąb strumienia:

Lecz bohater — na szabli oparty zuchwale,

Nie widział nic — spokojnie patrząc w czarne fale.

Do Teodora De Banville