Co dzień rodziły na świat dzieci jej potworne,

Chciałbym u stóp olbrzymki pięknej, białośnieżnej,

Żyć jak u stóp królewny młody kot lubieżny.

I widzieć jak rozkwita jej dusza w jej ciele,

I patrzeć na jej igrzysk straszliwe wesele,

I zgadywać, czy serce jej gotuje gromy

Po wilgotnej mgle w oczu błękitach widomej.

I obiegać jej ciało od nocy do rana,

I wpełzać na olbrzymie, krągłe jej kolana,

I czasem, gdy znużona skwarami letnimi