Uśmiechem, gdzie się próżność zda łączyć z ekstazą!

Spójrz na to oko chytre — pół drwiące — pół smętne —

Na tę twarz delikatną, osłoniętą gazą,

Twarz, co, zda się, z tryumfem mówi te namiętne

Słowa: Rozkosz mię wzywa, a miłość mię wieńczy!

Istotę, co ma taki majestat nad czołem,

Spójrz, jakim miękkim czarem ta słodycz jej wdzięczy!

Zbliżmy się — stańmy z boku — otoczmy ją kołem!

O bluźnierstwo! O sztuko fatalnej osnowy!

Postać, którą tak boża upiękniła łaska,